Wigilia właściwa

24 grudnia, 2007

W ten wyjątkowy dzień życzę Wszystkim, aby nie zapomnieli co jest tak naprawdę najważniejsze...

Wigilia na Syberii
(wg obrazu J. Malczewskiego)

Zasyczał w zimnej ciszy samowar
Ukrop nalewam w szklanki
Przy wigilijnym stole bez słowa
Świętują polscy zesłańcy
Na ścianach mroźny osad wilgoci
Obrus podszyty słomą
Płomieniem ciemnym świeca się kopci
Słowem - wszystko jak w domu

"Słyszę z nieba muzykę i anielskie pieśni
Sławią Boga że nam się do stajenki mieści
Nie chce rozum pojąć tego chyba okiem dojrzy czego
Czy się mu to nie śni"...

Nie będzie tylko gwiazdy na niebie
Grzybów w świątecznym barszczu
Jest nóż z żelaza przy czarnym chlebie
Cukier dzielony na kartce
Talerz podstawiam by nie uronić
Tego czym życie się słodzi
Inny w talerzu pustym twarz schronił
Bóg się nam jutro urodzi.

"Król wiecznej chwały już się nam narodził
Z kajdan niewoli lud swój wyswobodził
Brzmij wesoło świecie cały oddaj ukłon Panu chwały
Bo to się spełniło co nas nabawiło serca radością"...

Nie, nie jesteśmy biedni i smutni
Chustka przy twarzy to katar
Nie będzie klusek z makiem i kutii
Będzie chleb i herbata
Siedzę i sam się w sobie nie mieszczę
Patrząc na swoje życie
Jesteśmy razem - czegóż chcieć jeszcze
Jutro przyjdzie Zbawiciel

"Lulajże Jezuniu moja perełko
Lulaj ulubione me pieścidełko
Lulajże Jezuniu lulajże lulaj
A ty go Matulu w płaczu utulaj"...

Byleby świecy starczyło na noc
Długo się czeka na niego
By jak co roku sobie nad ranem
Życzyć tego samego
Znów się urodzi, umrze w cierpieniu
Znowu dopali się świeca
Po ciemku wolność w Jego imieniu
Jeden drugiemu obieca...

Jacek Kaczmarski
1980

Wigilia Wigilii

23 grudnia, 2007

Jutro Wigilia, dzień świąteczny dla Polaków. A dziś Brudna Niedziela, czyli dzień kiedy teoretycznie można by robić zakupy przedświąteczne. Teoretycznie, bo próbowałam kupić drobiazgi dla niespodziewanych gości i papier do pakowania, a okazało się, że chyba tylko duże markety są czynne. Wszystko zamknięte, a tam gdzie jakimś cudem ktoś pracował to kolejki były na kilkanaście osób. Zgroza... Chyba w dobie supermarketów "mali" sprzedawcy nie myślą o zarobku tak jak kiedyś.

Tak czy inaczej po zakupy muszę wyjść jeszcze jutro, choć bardzo nie lubię kupować w Wigilię.

Już piątek, prawie święta. Prezenty w większości już kupione, plany na święta przygotowane. Teraz tylko trzeba się spakować, pojechać do rodziców i pomóc przygotowywać jedzenie i wystrój. Wyjątkowo w tym roku będzie dużo czasu na to wszystko. A już drugiego dnia wylatujemy do Barcelony :-) To będą cudowne świąteczne dni. Cudowne miejsca, cudowne towarzystwo i mam nadzieję cudowne wspomnienia :-) Już tylko parę godzin!

Przeprowadzka

20 grudnia, 2007

No i jest jedno rozstrzygnięcie. Jest opcja Sztokholmu. Tylko co dalej? znowu praca dla jednej osoby. Znowu szukanie, siedzenie w domu, brak przyjaciół. Znów życie od nowa. W sumie nie gorzej niż tu, może nawet lepiej. W końcu większa kasa, więcej możliwości, bliżej promotorów i więcej się dzieje. Ale z drugiej strony słabo z językiem, kiepsko z pracą, samotność. Od nowa przystosowywanie się do życia na obczyźnie.

Za parę dni będzie wiadomo coś więcej o mojej pracy. Zobaczymy czy przez przypadek nie jedziemy do UK. Tyle niewiadomych...

W grudniu dowiedziałam się wielu miłych rzeczy. W grudniu miałam pierwszą od wieków rozmowę kwalifikacyjną. W grudniu zdecydowaliśmy się na szukanie dobrej pracy. W grudniu dostałam list z zaproszeniem na kolejną rozmowę. W grudniu dowiedziałam się, że opublikują mój artykuł. W grudniu dowiedziałam się o ciąży bratowej. Grudzień tego roku jest całkiem przyjemnym miesiącem. A na zakończenie grudnia jadę do ukochanej Barcelony :-)

Chyba pokocham grudzień :-)

Prezenty

18 grudnia, 2007

Jak co roku, jak parę razy w roku właściwie... Wraca ten sam problem - co komu kupić? Z czego się ucieszy a co już ma? Czy ucieszy się z tego czy z tamtego? A może kupić oba? Albo wręcz odwrotnie - co kupić? Skąd wziąć pomysł? Powoli gubię się, zaczynam się denerwować, że nie zdążę, że nie znajdę, itp. Po prostu panika...

Dla mamy, dla taty, dla brata, dla bratowej, dla TŻ, dla jego mamy, jego taty, jego brata... Do tego trzy koty (przecież też muszą coś dostać)... I jeszcze poradzić innym co dla mnie :-) Zgroza...

No to jadę na shopping ;-)

Ciocia

17 grudnia, 2007

A więc stało się! Będę Ciocią :-) Taką prawdziwą, siostrą ojca :-) Będę miała bratanka/bratanicę, istotkę, którą będę mogła rozpieszczać, zabierać do kina, chodzić na spacery, zabierać do Zoo i lunaparku :-) I będzie u nas spędzać wakacje albo święta albo chociaż weekendy :-D Taka nowa, mała istotka :-)

I to już w sierpniu!

Rozmowa

14 grudnia, 2007

Już po. Dwa dni strachu. Dzień szukania ciuchów, proszenia fryzjerki żeby znalazła chwilkę dla mnie, prania koszulek i wybierania co na siebie włożyć. Nieprzespana noc. Wstawanie bladym świtem, żeby przypomnieć sobie jak się robi makijaż, jak uczesać to coś na głowie, itp. Dojazd, kilka minut siedzenia przed salą aż wreszcie 15 minut rozmowy. Kilka pytań, sporo uśmiechów, standard. Potem dziękujemy bardzo, proszę obserwować Bipa, itd.

Pracy pewnie nie dostanę, gdyż dowiedziałam się, że mam zbyt wysokie kwalifikacje i zbyt wysokie żądania finansowe... W sumie to już sama nie wiem czy chcę dostać tą pracę czy faktycznie nie lepiej wyjechać i znaleźć coś ciekawszego.

Co ciekawe dużo bardziej cieszy mnie publikacja artykułu niż potencjalna praca. Chyba dziwna jestem...

No i doigrałam się, mam rozmowę kwalifikacyjną. Pierwszą od kilku lat. I nie mam się w co ubrać! Nie dość, że praca bardziej eksponowana i jakoś wyglądać trzeba, to jeszcze ta rozmowa :-(. Przecież nie mogę iść w dżinsach i swetrze, jak do tej pory... Gdzie ja jutro kupię coś i co mam kupić? W czym się teraz na rozmowy chodzi? Gdzie się to kupuje? Czy tu w ogóle są jakieś sklepy z ciuchami? W tym mieście? Echh... Czas się udać na poszukiwanie sklepu.

Fryzjer

11 grudnia, 2007

Muszę coś zrobić z włosami. Denerwują mnie już. Od paru miesięcy próbuję je zapuścić, ale jak zawsze gdy dochodzę do pewnej długości, dochodzę do wniosku, że nie wyglądam najlepiej. I właśnie nadszedł ten moment. Problem polega na tym, że jakoś tak niepostrzeżenie nadszedł okres świąteczny i wszyscy chcą się obciąć. Dodatkowo "moja" fryzjerka przeniosła zakład gdzieś na koniec świata a ja nie mam pomysłu do kogo by tu teraz pójść. I zaczął się problem - czekać do "poświąt" z tym co mam, czy też iść do pierwszego lepszego zakładu, który ma jeszcze jakieś terminy, tylko po to, żeby mi skrócili fryzurę.

Nie cierpię mieć typowo babskich problemów :-(