Perspektywa

06 grudnia, 2007

Wiele rzeczy w życiu zależy od właściwej perspektywy. Do tej pory np. myślałam, że te kilka lat różnicy między mną a TŻ to nie jest taka straszna sprawa. Fakt, na początku znajomości wydawało mi się to barierą nie do pokonania (w końcu to nie jest takie popularne mieć faceta kilka lat młodszego), ale z czasem przekonałam się, że to właściwie najczęściej nie ma znaczenia. Dziś dopiero dotarła do mnie ta różnica, gdy przeglądając znajomych z n-k zobaczyłam jednego "dzieciaka". Znam go od wieków i zawsze był dla mnie kimś sporo młodszym. Może dlatego, że często zachowuje się dziecinnie, a może po prostu ja to tak odbieram, ale zawsze był dzieckiem. Okazało się jednak, że ten dzieciak jest w wieku mojego TŻ. Ja wiem, że faceci później dojrzewają, niektórzy wręcz nigdy, ale mimo wszystko TŻ jest dużo bardziej dorosły. A może to tylko moja opinia? Może to jest wytłumaczenie czemu czasem zachowuje się niedojrzale, dziecinnie? Bo przecież w sumie to on jeszcze dzieckiem jest, przynajmniej rocznikowo. Z drugiej strony wielu facetów w jego wieku ma już rodziny, dzieci, stabilną pracę, itp. A on (a za nim ja) ciągle szuka nowego. Może te ciągłe nowe zabawki, nowe zainteresowania i nowe pomysły to ciągle faza dorastania? Wydorośleje? Czy może jednak czas poszukać kogoś dorosłego, starszego, gotowego na rodzinę i dzieci? Ja się niestety młodsza nie robię...

6.12

06 grudnia, 2007

Dla przeciętnego Polaka są to oczywiście Mikołajki. Dla Fina to Dzień Niepodległości o czym udało mi się całkowicie zapomnieć. I tak oto zostałam bez obiadu, bo wszystko pozamykane. Jeden jedyny otwarty dziś sklep w mieście pozwolił mi na zakup gotowego żarcia z pudełka, więc dziś na obiad purre z ziemniaków i mięsa mielonego. Na szczęście przezornie kupiłam wczoraj więcej bułek, to jakoś do jutra przebiduję. Szkoda tylko, że nie mogę nic w mieście załatwić przed powrotem do kraju... Taki stracony dzień.

Turku

05 grudnia, 2007

Jako poszukiwaczka ciągle szukam swojego miejsca na ziemi. Jedną z prób zahaczenia się w jakimś fajnym miejscu był wyjazd do Finlandii. 3 lata w mroźnym Turku na samym południu stanowią jak do tej pory jedne z najprzyjemniejszych chwil mojego życia. Pokochałam to miasto, mimo fińskiego chłodu mieszkańców i mimo braku środków do życia przez dłuższy czas... Jest tu jakaś moc, kto raz przyjechał i pomieszkał chwilę ten na zawsze będzie miał w sercu miejsce dla tej w sumie niezbyt wielkiej mieściny. W tym tygodniu udało mi się znowu przyjechać do domku i połazić po mieście. Świąteczna atmosfera już się ujawniła - w sklepach pełno czerwieni i krasnali, ulice ubrane w wiszące ozdoby a przed katedrą stoi zwyczajowa choinka.

Choinka

Brakuje jeszcze tylko gwiazdy ze świec na placu przy katedrze oraz targu na starym rynku. No i śniegu, bo co popada to za parę godzin spływa...

Widok przed domem

Przenosiny

04 grudnia, 2007

Urodzona poszukiwaczka ze mnie. Ciągle szukam miejsca na świecie i ten pierwszy wpis ma być swoistego rodzaju preludium do osiedlenia się tutaj. Z powodów różnych mój poprzedni blog nie działa, a sama nie potrafię go naprawić. Naczelny Psuja nie ma czasu się nim zająć, a ja potrzebuję miejsca na uzewnętrznianie swoich (jakże płytkich) przemyśleń. Przez jakiś czas pobędę więc tutaj, a jak mi się spodoba to zostanę na dłużej. W końcu czy ktoś powiedział, że nie można mieć kilku ścian płaczu i radości?