Mieszkanko

31 stycznia, 2008

No i znaleźliśmy. W poniedziałek odbieramy klucze, więc to chyba oznacza, że na serio przeprowadzamy się do Szwecji :-). A to z kolei oznacza, że czas zacząć się pakować. Mamy do przewiezienia tyle gratów, że mózg mi się lasuje na samą myśl o tym. A musimy to zrobić jakoś sensownie, żeby nie jeździć niepotrzebnie tysiąc razy w tą i z powrotem. Niby mamy miesiąc na to wszystko, ale z drugiej strony warto by było zrobić to jak najszybciej, żeby mieć już spokój ze wszystkim i zacząć pracować/szukać pracy. Czasem wydaje mi się, że nasze przeprowadzki to taka syzyfowa praca - jak tylko na chwilę osiądziemy to już gdzieś nas gna i znowu trzeba się pakować. Ale z drugiej strony może wreszcie znajdziemy kiedyś miejsce i stwierdzimy, że to już, że tu zostajemy. Może to właśnie jest już tu?

Odrobinka opisu naszego nowego cudu też nie zaszkodzi. Otóż po kilku małych miejscach udało nam się wreszcie znaleźć przestrzeń życiową na miarę naszych gabarytów ;-) 92 m2 na dwie osoby - to brzmi dumnie! Może w przyszłości na trójkę, albo i więcej... Ale na razie na dwójkę nas. 4 pokoje - salon, gabinet, sypialnia główna i sypialnia gościnna, dwie łazienki (z czego jedna przerobiona na pralnię ;-)), kuchnia, schowek na rupiecie oraz coś co jest bardzo cenne na północy - własny balkon! Tak wygląda z grubsza nasza przestrzeń. Pewnie należałoby dodać, że teren ten zamieszkuje wielkie łoże małżeńskie, ręcznie malowany fotel bujany, zielona sofa o dość staroświeckim kształcie, czy też gigantyczne biurko zajmujące pół pokoju. Oprócz tego masa innych drobiazgów i elementów dekoracyjnych, lustra, obrazy i cuda na kiju. Do tego dojdą nasze własne meble, tony książek i miliardy drobiazgów... Na szczęście jest szansa, że to wszystko się zmieści w nowym mieszkanku w Västerhaninge w Szwecji :-)

Optymistyczne myślenie

26 stycznia, 2008

Jak już wspominałam parę dni temu, podczytuję ostatnio blog niejakiej Marceliny, a właściwie oba jej blogi. Dziś dotarłam do notki o pozytywnym myśleniu. I doszłam do wniosku, że może właśnie tego mi trzeba? W moim życiu coś ostatnio nie układa się najlepiej, a właściwie przestało się układać w ogóle. Po prostu mam zastój. Więc czemu nie spróbować przez jakiś czas myśleć pozytywnie i mieć nadzieję, że coś faktycznie się zmieni? A nuż się uda? Może gdy będę myśleć pozytywnie to znajdę wreszcie pracę, skończę doktorat, przestanę się zamartwiać wszystkim i niczym i zacznę wreszcie żyć naprawdę... Może jutro spróbuję i zobaczę co mi z tego wyjdzie. A na razie szykuję się do jutrzejszej wyprawy do stolicy i pojutrzejszej wyprawy po mieszkanka. Oby udało nam się coś znaleźć :-D

Szukamy lokum. Jakiegoś sensownego mieszkania w Sztokholmie i okolicach. Wydawałoby się, że to proste, a jednak... Dziesiątki ogłoszeń ukazujących się codziennie są od razu zajmowane. A tych kilka, które udało się zaklepać TŻtowi, nie odpowiadają czy zostaliśmy wybrani. Ciekawa sprawa z tym decydowaniem. Z reguły to wynajmujący jest na pozycji "przekonać człowieka żeby wziął mieszkanie ode mnie" a tymczasem my jesteśmy z drugiej całkiem strony. To my musimy przekonać właściciela, że jesteśmy godni zaufania, że warto nam wynająć. I nie ma aż tak wielkiego znaczenia fakt czy dane mieszkanko nam odpowiada czy nie, czy jest daleko czy blisko, czy pasują nam meble i czy w ogóle są. Ważne jest żeby cokolwiek zdobyć, gdziekolwiek mieszkać, i jakoś ułożyć sobie życie w nowym miejscu. Jedyne co jest ważne, to żebyśmy oboje tam byli szczęśliwi i żebyśmy znaleźli pracę. Tzn. ja muszę znaleźć, żeby stać nas było na utrzymanie się i mieszkania na jakimś sensownym poziomie.

Mamy jednak upatrzonych kilka mieszkanek i musimy się zdecydować na któreś. A dokładnie musimy się zdecydować czy chcemy któreś z tych co mamy już zaklepane czy też czekamy i szukamy dalej. Pozostają jednak ciągle pytania, na które musimy sobie odpowiedzieć - w centrum, na obrzeżach czy pod miastem? Część domu w suterenie czy lepiej mieszkanie na którymś piętrze? Umeblowane czy nie? Metro, autobus czy pociąg podmiejski? Na miesiąc, na kilka miesięcy czy nieograniczone? Z możliwością trzymania zwierzaków czy też niekoniecznie? I wiele, wiele innych...

I najważniejsze - kiedy przeprowadzka i w jaki sposób przeniesiemy dwa mieszkania w różnych krajach do jednego w trzecim?!

Blue Monday

21 stycznia, 2008

W ramach poprawiania sobie humoru w ten najbardziej depresyjny dzień roku postanowiłam zająć się sobą w typowo damski sposób. Rano zakupy książkowo-kosmetyczne, potem spotkanie z dawno niewidzianą przyjaciółką a na samym końcu wieczornego odprężenia farba na włosy i maseczka na twarz. W efekcie jestem uboższa o parędziesiąt złotych, bogatsza o trochę plotek i o pracę do zarobkową do wykonania oraz... rudawa na głowie z doskonale czystą twarzą.

Inną miłą rzeczą z jaką się od rana spotykam to życzenia imieninowe. Wiem, że dziś jest Agnieszki, sama złożyłam masę życzeń różnym znajomym. Jednak ja sama obchodzę swoje imieniny w kwietniu, niedługo po urodzinach, ale zdaje się dzisiejsza data jest dużo bardziej popularna i znana. Dziękuję wszystkim, którzy postanowili dziś złożyć mi życzenia - jest mi szalenie miło, że ktoś w ogóle pomyślał o takiej możliwości. I zapewniam, że od nikogo nie będę wymagać życzeń 20.04, niedługo po 11.04 ;-)

A jutro (mam nadzieję) okaże się czy i gdzie będziemy mieszkać. Tzn. wiadomo, że w Sztokholmie, pytanie tylko gdzie, w jakim mieszkaniu, jak daleko od centrum, umeblowane czy nie, itp. Wszystko się okaże jutro. A mnie od środy czeka pakowanie rzeczy i szykowanie się do kolejnej przeprowadzki. Nie wiem tylko czy się cieszę. W każdym bądź razie gorzej już być nie będzie, więc pewnie się cieszę. Oby tylko udało się znaleźć mieszkanie i żeby przeprowadzka poszła w miarę bezboleśnie...

W domu

20 stycznia, 2008

Czasem fajnie jest pobyć trochę w domu z rodzicami. Choćby po to żeby wymiziać koty czy poplotkować z mamą. Czasem jednak zbyt dużo rzeczy na raz się na człowieka zwala i potem są pretensje, że czegoś nie zrobiłam, że coś się zepsuło, itp. Albo że za mało pomagam. A przecież przyjeżdżam też po to żeby odrobinkę odetchnąć. Żeby przez dzień czy dwa nie kombinować co na obiad, czy aby na pewno mam wszystko ze sklepu czy też czy wszystko jest wystarczająco sprzątnięte. Czasem chcę znowu być córką rozpieszczaną przez mamę. Czasem chcę wyjść do miasta po nic, tylko po to żeby się przejść po cywilizacji. I chcę to zrobić sama, a nie z tatą bo on akurat chciał iść do bankomatu to możemy razem.

A z drugiej strony wiem, że oni chcą spędzać ze mną jak najwięcej czasu, bo gdy mnie nie ma to skazani są na siebie i co najwyżej co kilka dni na wizytę brata. I wiem, że brakuje im mojego towarzystwa. I wiem, że za parę tygodni znowu będziemy do siebie codziennie wydzwaniać skypem i mówić, że nic ciekawego się nie wydarzyło. I sama już nie wiem co wolę - cotygodniowe przyjazdy do domu na piątkowo-niedzielny obiad i plotki czy też codzienne godzinne opowiadanie o niczym... Wiem, że za parę tygodni będzie mi brakowało kota leżącego na brzuchu, mamy szykującej obiad i taty marudzącego, że mu nie działa. No, może tego akurat najmniej będzie mi brakować ;-)

I to nie to, że ich nie kocham. Po prostu czasem chciałabym znowu być małą dziewczynką po całym dniu w szkole, której należy się godzina odpoczynku od wszystkiego :-)

Ścieżka

17 stycznia, 2008

Czytałam ostatnio na jednym z blogów wpis o szczęściu i zaczęłam się zastanawiać czy ja jestem szczęśliwa. I chyba jednak nie. Nawet myśląc "w sposób" Marceliny nie mogę powiedzieć, że czuję się szczęśliwa.

Bardzo często gdy myślę o swoim życiu to wyobrażam sobie ścieżkę, którą idę. Odkąd pamiętam zawsze widzę siebie na ścieżce, do której dołączają inne, czasem przecinają się z nimi, czasem inne dołączają się na jakiś czas. Ale zawsze moja ścieżka jest jedna i nią podążam. Z różnym skutkiem. I dziś właśnie zaczęłam zastanawiać się czy ta moja ścieżka zawsze jest taka sama czy też w zależności od sytuacji życiowej się zmienia. I zdecydowanie ta druga opcja wygrywa. Dziś próbowałam przeanalizować tą ścieżkę, dojść do jakichś wniosków i spróbować może wreszcie coś ze sobą zrobić. I doszłam do wniosków, owszem. Tylko nie jestem przekonana czy te wnioski mnie cieszą czy martwią.

Idąc od samego początku mojej "kariery" najpierw ścieżka była prosta, elegancka, wygodnie mi się nią szło. Była szeroka, wiele osób mogło iść razem ze mną i tak też właśnie było. Dużo przyjaciół, jasno określone cele, dużo radości - jednym słowem szczęście. Niestety później zaczęło się komplikować. Poszłam do liceum, decyzja średnio trafna ale jednak stało się. Ścieżka zaczęła zarastać, czułam się jakbym wchodziła w głęboki las. Aż na samym końcu, gdy już widziałam koniec, potknęłam się. Jeden wystający korzeń, który mógł zdecydować o całkowitej zmianie mojego życia. I właśnie w takim momencie otrzymałam pomoc od osoby, od której najmniej się tego spodziewałam. I nigdy nie podziękowałam, przez co czuję się bardzo głupio. Może kiedyś zbiorę się na odwagę i podziękuję, mam taką nadzieję przynajmniej. A jeśli nie, to może chociaż ta osoba zdaje sobie sprawę z mojej dozgonnej wdzięczności za gest, którego nie dość że nie musiała wykonywać, to jeszcze wręcz nie powinna była. Przez ten jeden gest moje życie się zmieniło. Gdybym wtedy upadła, może następne kroki i ścieżki były by wybierane rozważniej. A tak poszłam ślepo dalej następną ścieżką. Ta była krótka, tym razem nie znalazł się już nikt, żeby mi podać rękę. Tym razem upadłam boleśnie. I ból ten sparaliżował mnie na jakiś czas. Jednocześnie zaś wzmocnił mnie. Podniosłam się jakoś, podjęłam nowe decyzje i... wróciłam na ścieżkę. Poszłam tą samą od początku, jednak nie była już to ta sama ścieżka. Byli na niej inni ludzie, tacy których nie znałam. Był nowy szlak, mimo że cel był ten sam. Ale doszło jeszcze jedno, doszedł plan udowodnienia sobie i innym, że dam radę. I dałam. Ta ścieżka była lepsza, miałam więcej samozaparcia, więcej wsparcia i dużo więcej uporu. Dużo dała mi ta droga, dużo się nauczyłam. Jednocześnie zaś dała mi dużo wiary w siebie, przekonanie że wszystko mogę. I to też było złudne. Bo w życiu okazało się, że nie wszystko przychodzi łatwo. Nie wystarczy samozaparcie, nie wystarczy chcieć i dużo się uczyć. Trzeba mieć jeszcze szczęście, którego mi brakuje...

Znalazłam następną ścieżkę, kontynuowałam drogę edukacji, następne wybory i następna wiedza. Kolejny fajny czas, ciekawa praca i studia, partner i plany na przyszłość. Wydawało mi się, że wszystko już się ułoży. I znowu następny zwrot. Może nie upadek, może nie potknięcie. Po prostu zakręt na drodze. Było dobrze, zmieniłam wszystko. Czy na lepsze... Wtedy tak myślałam. Długo tak myślałam. Byłam szczęśliwa. Były wyboje, droga nie była prosta, zrobiła się wąska. Ot dwuosobowa ścieżka. I taką pozostała, nadal jest dwuosobowa. Jednak w tej chwili czuję, że weszłam na teren bagienny. Coraz trudniej mi zrobić krok, coraz ciężej postawić stopy w nowym miejscu. Coraz ciemniej widzę teren przed sobą. I chyba ze strachu przed kolejnym upadkiem, usiadłam. I jak usiadłam tak siedzę. I jedyną zmianą jaką czuję to fakt, że bagno mnie wciąga. Zarówno psychicznie jak i fizycznie nie jestem w stanie się przemieścić. Brak mi motywacji do wstania, brak mi perspektyw. Ścieżka robi się za ciasna, brakuje mi miejsca na trzecią osobę i na przyjaciół. Brakuje mi towarzystwa, brakuje mi pracy, brakuje mi miejsca na świecie. Chcę coś zmienić, ale nie wiem co. Nie widzę dalszej drogi. Już nawet nie widzę tych wszystkich ścieżek, które mijałam, a które miały szlabany. Czasem stawałam przed taką ścieżką i czekałam aż ktoś mi otworzy. Może powinnam się włamać, przeskoczyć, jakoś obejść. Tylko nie umiem. Więc siedzę dalej na swoim bagnie i czekam aż ktoś mnie stąd wyciągnie...

I niechcący wyszedł mi najdłuższy chyba wpis w życiu ;-)

Kontynuacja testów

14 stycznia, 2008

Kolejny raz postanowiłam zrobić test osobowości. Tym razem wybór padł na HumanMetrics i tym razem okazałam się typem INTJ. Dla porównania zrobiłam poprzedni test jeszcze raz i wyszło mi coś innego niż ostatnio. A mianowicie potwierdził się wcześniejszy test z dzisiaj.

Click to view my Personality Profile page

Zaczynam podejrzewać, że typ mojej osobowości zależy w pewnym stopniu także od mojego samopoczucia w danej chwili ;-) Tak czy inaczej na dzień dzisiejszy jestem jak Hannibal Lecter i Gandalf w jednej osobie ;-)

Standard pracowniczy

14 stycznia, 2008

W piątek byłam na rozmowie w Readingu pod Londynem. Uczelnia, jak uczelnia - wielki kampus, mnóstwo wydziałów i ludzi, dziwnie ubrani studenci i luzacko podchodzący do życia wykładowcy. Jednym słowem - zachodni standard. Sama rozmowa dość stresująca przed, rozrywkowa w trakcie i znowu stresująca po. Czyli w sumie też standard. Wynik, również standardowy jak na ostatnie czasy - był ktoś lepszy. Tak więc w dalszym ciągu jestem bezrobotną kurą domową, poszukującą swojego miejsca na ziemi...

Może uda się w Szwecji. Już za parę tygodni przeprowadzka...

Ale mimo wszystko miałam cichą nadzieję, że tym razem się w końcu uda... :-(

Emigracja

09 stycznia, 2008

Dzięki serwisom społecznościowym dowiaduję się co się dzieje ze znajomymi. I muszę przyznać, że o ile nie wierzyłam wcześniej, to teraz faktycznie muszę przyznać - większość z nich jest już zagranicą. Głównie oczywiście na Wyspach, ale zdarzają się wyjątki we Francji czy Niemczech. My sami po kilku latach wróciliśmy pół roku temu ze Skandynawii, więc wiem jak to jest tam. Chcieliśmy się natomiast przekonać jak to jest teraz tu. I już wiemy. I znowu zaczynamy się pakować. Już prawie wybraliśmy miejsce, już prawie mamy mieszkanie, już połowicznie mamy prace... Już prawie wyjeżdżamy...

I tylko dobijają mnie pytania innych znajomych "dlaczego", "po co", "czy tam będzie nam lepiej"... Tak, tam będzie nam lepiej. Może nie będzie tam aż tylu Polaków (co czasem bywa wręcz pozytywem), może znowu trzeba będzie szukać życzliwych ludzi od nowa, może przez jakiś czas będzie nam ciężko. Ale za to będziemy żyć ze świadomością, że jeśli chcemy kupić pralkę to nie wydamy całej pensji, a tylko 1/3. Że za wynajęcie mieszkania będziemy płacić tyle samo co teraz - jakieś 2000 PLN, ale zarobki będą "odrobinę" wyższe. Może nie od razu, może za jakiś czas, ale jest nadzieja na oszczędzanie, coś czego tu nie byliśmy w stanie zrobić.

Za jakiś czas będzie nas stać na dzieci, bo w tej chwili czarno to widzę. Będzie nas stać na przyloty do Polski raz na jakiś czas. I na pewno będzie nas stać na godne życie. I dlatego rozumiem wszystkich, którzy do tej pory zdecydowali się na ten krok. I rozumiem tych, którzy to rozważają. Ale nie rozumiem tych, którzy nigdy nie spróbowali życia zagranicą a jednak mówią, że tu lepiej. Jeśli tu byłoby lepiej, to nikt by nie wyjeżdżał. A jednak ciągle trwa emigracja...

Test

05 stycznia, 2008

Lubię robić sobie testy, takie dziwne zboczenie ;-) Dziś na jednym z blogów znalazłam ten więc i jego zrobiłam.

A oto i wyniki:

Click to view my Personality Profile page

W sumie niewiele nowego się o sobie dowiedziałam, ale mile podłechtał mnie ten fragment opisu :

INFJs, making up an estimated 1% of all people, are the most rare type (males even more so). They are introspective, caring, sensitive, gentle and complex people that strive for peace and derive satisfaction from helping others. INFJs are highly intuitive, empathetic and dedicated listeners. These traits tend to act as a "tell me what's wrong" sign on their forehead, hence the nicknames Confidant, Counselor or Empath. INFJs are intensely private and deeply committed to their beliefs.

Ot, cała ja ;-)