Standard pracowniczy

14 stycznia, 2008

W piątek byłam na rozmowie w Readingu pod Londynem. Uczelnia, jak uczelnia - wielki kampus, mnóstwo wydziałów i ludzi, dziwnie ubrani studenci i luzacko podchodzący do życia wykładowcy. Jednym słowem - zachodni standard. Sama rozmowa dość stresująca przed, rozrywkowa w trakcie i znowu stresująca po. Czyli w sumie też standard. Wynik, również standardowy jak na ostatnie czasy - był ktoś lepszy. Tak więc w dalszym ciągu jestem bezrobotną kurą domową, poszukującą swojego miejsca na ziemi...

Może uda się w Szwecji. Już za parę tygodni przeprowadzka...

Ale mimo wszystko miałam cichą nadzieję, że tym razem się w końcu uda... :-(

Komentarze do wpisu "Standard pracowniczy":

1. stolarow napisał(a):
14 stycznia 2008, 16:18:09

U mnie poszukiwanie pracy ogranicza się do okręgu o promieniu 20km od miejsca zamieszkania, a u Ciebie, proszę... Londyn, Szwecja... Brak mi słów i powodzenia.

2. Agnieszka napisał(a):
14 stycznia 2008, 16:20:28

@stolarow: Tylko, że jakoś nie widać rezultatów tego szukania... Nawet w Płocku nie mogę nic znaleźć... Zaczynam wierzyć w jakąś klątwę czy złą karmę. Następnym etapem będzie całkowity brak wiary w siebie i załamanie psychiczne ;-)

3. stolarow napisał(a):
14 stycznia 2008, 16:25:39

Wiem, gdzie jest Płock :-) (Londynu i Szwecji musiałem szukać na mapie).
To może być faktycznie wina karmy... Jak dam złą mojemu kotu, to lnieje, jej futro traci blask albo w ogóle rzyga jak fontanna. To może być zniechęcające dla potencjalnego pracodawcy. Ja, w każdym razie swojego kota bym nie zatrudnił. Może zmień karmę na jakąś lepszą :-)?
Nie trać wiary w siebie, ale nawet jak stracisz, to się nie martw, bo na pewno ktoś jeszcze w Ciebie wierzyć będzie. A pracę znajdziesz na bank.

Dodaj komentarz: