Bezsilność
18 lutego, 2008
Nie mam siły, a to dopiero początek. Wiem, że długa droga przede mną do znalezienia pracy, zaaklimatyzowania się w nowym miejscu, itp. Nastawiłam się już nawet na to, że najprawdopodobniej spędzę resztę życia w okolicy, więc zdecydowanie powinnam się jakoś "ustawić". A tymczasem wpadam z doła w dół, nic mi nie wychodzi tak jak powinno, wszystko mnie irytuje... Czasem naprawdę chciałabym się zaszyć gdzieś pod łóżkiem i wyjść jak ktoś mi poustawia życie. Nie mogę znaleźć pracy, bo nie znam języka. Nie mam pieniędzy na kurs językowy, bo nie mam pracy. I koło się zamyka. Z drugiej strony chcę coś robić, bo od bezruchu świruję. A z trzeciej strony zabawa w kurę domową robi się uciążliwa i bardzo, ale to bardzo monotonnie samotna... Siedzę w domu, piorę, zmywam, prasuję (nauczyłam się niedawno ;-)), gotuję, sprzątam, odkurzam... Jedyne moje wyjścia z domu są do sklepu po jedzenie... Świr kompletny mi grozi, jeśli nie zrobię czegoś z tym. A nie wiem już sama co zrobić. Na spacery nie mam ochoty, bo pogoda różna i nie bardzo lubię chodzić bez celu. Łażenie po lesie tutaj wydaje mi się kuszące, ale z drugiej strony ciągle jeszcze nie znam okolicy na tyle żeby się nie zgubić.
Niech mnie ktoś kopnie w cztery litery, żebym wreszcie coś ze sobą zrobiła... Albo niech mi ktoś pomoże coś zrobić, bo długo tak nie pociągnę :-(
Komentarze do wpisu "Bezsilność":
1.
carbo napisał(a):
20 lutego 2008, 21:13:21
skąd ja to znam. siedzę w domu i szukam pracy. albo mam za małe doświadczenie, albo za duże. wychodzę z domu jak mam rozmowę, a dużo okazji to nie jest. mieszkam tu, ale nikogo tu nie znam. nie mam z kim pogadać i zaczynam popadać w jakiś dziwny marazm. dodatkowo perspektywa spłaty kolejnej raty i potem jeszcze kolejnej.
dla Ciebie mam radę. znajdź sobie hobby. jakieś robótki ręczne czy coś w tym stylu. rób na drutach albo maluj kubki nie wiem, coś co Ciebie będzie bawiło. Może wtedy czas będzie szybciej mijał. Może myślałaś, żeby zacząć malować, czy coś w tym stylu.
co Ty na to?
2.
Agnieszka napisał(a):
20 lutego 2008, 22:36:24
To teraz wytrwaj jakieś 3 lata w tym stanie i będziesz mniej więcej na tym etapie co ja teraz ;-)
A poważnie to wkurza mnie niesamowicie świadomość, że jestem zbyt dobra w czymś i nie mogę dostać jakiejś pracy. Co to znaczy zbyt dobra?! Jeśli chcę pracować poniżej moich kwalifikacji to chyba lepiej dla firmy, że może zatrudnić specjalistę?!
Ja wychodzę z domu jeszcze wyrzucić śmieci i zrobić zakupy. Nie mam zbyt wiele rozmów, w zeszłym roku jedna, w tym roku jedna... Miałam mieć jedną jutro, ale pani profesor zmieniła plany i już nie ma ochoty się ze mną spotkać... Bywa... W końcu lunch jest zdecydowanie ważniejszy niż spotkanie z potencjalnym pracownikiem... ;-(
Doszłam do etapu w życiu gdy jest mi już nawet wszystko jedno gdzie mieszkam, bo i tak nikogo nie znam i nie mam szans na poznanie. Bo i kogo mogę poznać? Kasjera w samoobsługowym? Sąsiadów z naprzeciwka, którzy nie są skorzy do zaznajomienia się z nowymi? A może montera internetu, który pojawił się raz? Jedyny ratunek dla mnie to poznać ludzi w pracy, ale pracy nie mam. I jakoś nie wychodzi mi jej znajdowanie.
Hobby... Owszem, próbowałam. Kupiłam szydełko i sznurek do niego, ale nie wyszłam dalej niż łańcuszek. Zwyczajnie nie ma mi kto pokazać jak się to robi, a zdjęcia i rysunki w sieci pokazują mi jedynie jak dalece nieudolny jest mój łańcuszek, skoro nie wygląda jak to na zdjęciu. Probowałam robić świeczki, ale na dwóch się skończyła moja pomysłowość i dostępny materiał ;-). Malować nie umiem, jestem totalnym beztalenciem plastycznym, kubki zatem też odpadają. Jedyne co mi pozostało to Internet i jakieś bzdurne gry. No i oczywiście pisanie doktoratu, do którego straciłam już całkiem serce...
Potrzebuję pracy! Potrzebuję wyjścia z czterech ścian i poznania nowych istot! Potrzebuję kontaktu z rzeczywistością w trochę większym zakresie niż czytanie newsów, Gazety czy BBC. Potrzebuję normalności. I tym zajmę się w trzeciej kolejności po 1. wyprowadzce z Płocka i 2. wyprowadzce z Turku.
Tako rzekę ja. Howgh!
3.
carbo napisał(a):
22 lutego 2008, 09:20:39
wiesz, gdyby była możliwość przeżycia za pensję mojej żony, to pewnie dało by się jakoś przeżyć. niestety jak nie znajdę pracy to jesteśmy w poważnych kłopotach, więc taka perspektywa nie jest ciekawa.
Aga, mam pytanie, a myślałaś/próbowałaś podjąć jakieś bezpłatne praktyki w ciekawej dla Ciebie firmie?
Ewentualnie ludzi można poznać w jakiejś organizacji non profit. co Ty myślisz na ten temat?
4.
Agnieszka napisał(a):
22 lutego 2008, 23:27:22
My też nie mamy zbyt dużej kasy z jednej pensji. I też muszę znaleźć pracę, żebyśmy mieli z czego do Polski przyjeżdżać co jakiś czas. Fakt, nie mamy jeszcze kredytu żadnego, ale też nie bardzo chcielibyśmy mieć chwilowo. Przynajmniej to nas jeszcze nie obciąża.
Praktyki? Nie próbowałam. Próbowałam pracować, zarabiać. Ale nie bezpłatnie. Z resztą ciężko mi znaleźć firmę, która oferowałaby praktyki w zakresie moich zainteresowań. Jeśli już to zatrudniają ludzi, nie szkolą ich. Szkoleniami zajmują się szkoły wyższe... A non profit- myślałam, owszem. Ale nie znam jeszcze takiej, w której by mnie chcieli. Na razie próbuję dostać pracę na którymś z uniwerków oraz nauczyć się języka. Może to mi pomoże znaleźć jakąś pracę. No i ciągle mam nadzieję, że ktoś zatrudni mnie ze względu na moją wiedzę a język będzie sprawą niejako drugorzędną.
Dodaj komentarz: