Dziś przeprowadzałam Płock. Dzięki Ci, Panie, za brata! Bez jego pomocy w życiu nic bym nie przywiozła. A już na pewno nie dałabym rady tej pioruńsko ciężkiej pralce, co to ją żeśmy niedawno zanabyli... Niby mała, niby fajna, ale jak przychodzi co do czego to ruszyć jej z miejsca nie można. Brat na szczęście cierpliwy i wyjątkowo dobrze nastawiony do rodzeństwa swego młodszego, na rozpaczliwą prośbę o pomoc ugiął się i pojechał ze mną. Pomógł mi sprowadzić maszynę na parter, wsadzić do auta i nawet to auto prowadził w dwie strony! Wyczyn tym większy, że dla mnie prowadzenie samochodu o długości niemalże dwa razy większej niż mój wzrost, to dość skomplikowana sprawa. Jednak jutro już sama muszę jechać. Mam nadzieję, że po raz ostatni. Do zapakowania zostało jeszcze trochę rzeczy, które może i by weszły dziś, ale wyszły by już w stanie albo mocno pokiereszowanym albo wymiętym straszliwie. A skoro i tak muszę jechać posprzątać i oddać klucze, to czemu by nie zabrać reszty na drugi rzut?

Przeprowadzka wymogła na mnie rzecz, której chciałam uniknąć. A mianowicie zostawienie TŻta samego w domu. Nie uniknęłam, zostawiłam samego. I dziś dowiedziałam się, że niewiele ponad 24 godziny po opuszczeniu przeze mnie granic Szwecji musiał wezwać pomoc. No i jak tu się nie martwić, skoro musiał dzwonić pod 112?! Jak mam wyjeżdżać i się nie bać o niego? A co gorsze nie będzie mnie jeszcze przez parę dni i wszystko się może zdarzyć... Ech, ciężkie jest życie kobiety w związku...

Na polu walki z bezrobociem - wysłałam aplikację na stanowisko, zobaczymy co z tego wyjdzie. Na razie dowiedziałam się, że gdzieś na świecie czekają na mnie dwa egzemplarze książki z moim artykułem. I na 3-4 cieszymy się wszyscy z kolejnej publikacji :-D

Komentarze do wpisu "Przeprowadzki ciąg dalszy":

1. carbo napisał(a):
25 lutego 2008, 20:55:32

Gratuluję publikacji!

Rozumiem, że dobrze, że odwiodłem Cię od szalonego pomysłu samodzielnego tarmoszenia się z tą pralką... ;)

2. Agnieszka napisał(a):
25 lutego 2008, 21:28:09

Dzięki wielkie :-)
A co do tarmoszenia się to i tak działaliśmy we dwójkę, tylko zamiast wózka z kółkami użyliśmy styropianowego spodu od pudełka po pralce i na tym zjechała sobie 2 piętra w dół ;-) Cud prawdziwy, że gdzieś po drodze nam nie zjechała całkiem! Ale zasiałeś we mnie ziarno zwątpienia i w efekcie panikowałam, że nam się w ogóle nie uda... ;-)

Dodaj komentarz: