I po Płocku
23 lutego, 2008
Skończyłam. Wykończyłam się fizycznie i nerwowo, ale skończyłam. Dziś wywiozłam ostatnie pakunki, posprzątałam i oddałam klucze. Czuję każdy mięsień, nawet te, których istnienia nie podejrzewałam ;-). Tak czy inaczej jedno mieszkanko z głowy. Szkoda tylko, że kosztem brata, który leży chory po wczorajszej pomocy. Bez niego nie dałabym rady w dwa dni wyprowadzić tyle gratów, i strasznie mi przykro, że zamiast jechać na konkurs to leży teraz sam jeden w domu i choruje... Nawet narzeczona go zostawiła i pojechała do mamy, żeby nie narażać ciąży na kolejne choróbsko. Jutro będę się za to bawiła w catering - obiad na telefon;-) Chociaż tyle mogę teraz dla niego zrobić...
A dziś wieczorem to chyba się upiję. Po takiej nerwówce jak dziś sobie zafundowałam to nic tylko pójść spać albo otworzyć jakąś dobrą butelkę. Myśli moje krążą wokół cydra domowej roboty... Tylko nie wiem czy to właśnie on jest w tych butelkach, czy też piwo. Tak czy inaczej otworzę jedną i skosztuję. Może poczuję się lepiej... W końcu mam co świętować - pozbyliśmy się mieszkanka i jednej lokalizacji :-D
Komentarze do wpisu "I po Płocku":
Jeszcze nie ma żadnych komentarzy. Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz: