Napisałam całą notatkę i wcisnęłam zły klawisz - i jak tu nie mówić o bezmyślności? A taka ładna była...
A wracając do tematu - koniec przeprowadzek! Przedwczoraj po raz ostatni pojechałam do Turku. Wczorajszy dzień spędziłam na pakowaniu, pakowaniu, sprzątaniu, segregowaniu, pakowaniu, wyrzucaniu, pakowaniu, wyrzucaniu, wyrzucaniu, wyrzucaniu... pakowaniu resztek i drodze do Szwecji. No i dojechałam :-) I po drodze nawet oddałam klucze do administracji (dziś dzwoniłam i już wiem na pewno, że znaleźli je w skrzynce na listy, mimo moich obaw ;-)) Tak więc mieszkanko przeprowadzone i oddane. Wielkie zasługi w tym ma zaprzyjaźniony z TŻetem Fiński Arab z Maroka ;-) Gdyby nie on i jego znajomi to w życiu bym sobie pewnie nie dała rady (albo kosztowałoby mnie to masę czasu, nerwów i wysiłku). I mimo, że wiem, że tego nie przeczyta to jednak to napiszę - Józefie! Dzięki za pomoc!!!
A wracając do samej przeprowadzki, to bardzo się cieszę, że to już koniec. Że mam już za sobą tą całą kołomyję związaną z przenoszeniem się z miejsca na miejsce. Nie mam siły na to już chyba. Może się za stara zrobiłam, albo cały miesiąc jeżdżenia i załatwiania to jednak za dużo. Tak czy inaczej to już koniec. Zostało nam "tylko" rozpakowanie auta (pełnego po dach) rzeczy, rozparcelowanie tego po mieszkanku i dokupienie paru mebli, żebyśmy wreszcie przestali chodzić po książkach ;-) Niby niewiele, ale z drugiej strony ciągle jeszcze coś. A ja na dodatek się wczoraj przeziębiłam. Kto to słyszał, żeby w marcu było -4 stopnie, wiał solidny wiatr i sypał śnieg?! No i kto to widział, żeby biednemu zmarzlakowi spakować czapkę bez pytania... Efekt jest taki, że siedzę w domku, otulona szlafrokiem TŻta, zjadam śniadanie-niespodziankę, którą zastałam dziś na stole wracając z promu, oraz zbieram siły na wyprawę do sklepu i rozpakowywanie autka. I mam nadzieję, że do soboty mi przejdzie, bo kto to widział kichającego i kaszlącego świadka?!
Podsumowując - marzec 2008 oznacza dla mnie koniec z pakowaniem, koniec z nerwami, koniec z terminami ostatecznymi, koniec ze sprzątaniem (przynajmniej pustych przestrzeni ;-)), jak również koniec z Turku - miastem, które przez ostatnie 3 lata zdążyłam pokochać, koniec z Płockiem - którego nie jestem w stanie pokochać, i mam nadzieję, że koniec z bezrobociem, bo mam zamiar znaleźć pracę i wreszcie wyrwać się z domu! I koniec z moim ukochanym widokiem na las, niebo i śnieg... Za to tu mam las, niebo i rzekę, więc może też się zakocham ;-) Poczekam do lata, aż pojawią się liście i wreszcie las będzie wyglądał jak las a nie pojedyncze drzewa stojące w jednym miejscu ;-)
A później, jak już wszystko będzie gotowe to porobimy zdjęcia i pokażemy światu jak wygląda nasz nowy dom ;-)