Biurokracy a mili urzędnicy
27 marca, 2008
Aż dziwne, ale jednak można. Na prowincji bardziej można niż w stolicy. Można być miłym i pomocnym urzędnikiem. Można pomóc, poszukać opcji, podzwonić i się podowiadywać. Można pomóc. To bardzo miłe, zwłaszcza dla kogoś, kto od paru dni spotyka się tylko z kłodami pod nogami. A jednak miła pani w Urzędzie Migracyjnym, przemiły Lasse z pośredniaka oraz spóźniony, ale jednak sympatyczny pan z SFI potrafili sprawić, że przeżyłam jakoś wczorajszy dzień. (Wino jednak nie jest moim przyjacielem, choć z drugiej strony pomaga mi się odchudzać... ) Tak czy inaczej - papiery do migracji już prawie gotowe (moje gotowe, Mężczyzna musi jeszcze znaleźć parę świstków od pracodawcy); pośredniak odhaczony - teraz tylko czekać na decyzję o zasiłku, o który walczył dla mnie Lasse, i czekać aż ktoś zechce mnie zatrudnić; no i czekanie na telefon od Hadiego, na który kurs mnie zakwalifikował i od kiedy zaczynam naukę ;-). Nic tylko się radować, że w jeden dzień na prowincji załatwiłam więcej niż przez kilka dni w Sztokholmie. Lubię moją prowincję. Moja prowincja daje mi poczucie, że jest świat miły i ładny, spokojny i zorganizowany, w którym ludzie są przyjaźni a śnieg czysty (już prawie tydzień leży i nic!).
I czegóż tu chcieć od życia więcej? (poza końcem bólu głowy...)
Komentarze do wpisu "Biurokracy a mili urzędnicy":
Jeszcze nie ma żadnych komentarzy. Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz: