Wykończona

16 kwietnia, 2008

Szkoła mnie wykańcza. Nie wiem jak to możliwe, że dzieciaki są w stanie spędzić tam cały dzień i jeszcze mają siłę na inne rzeczy. Może to monotonia jednego przedmiotu, może fakt, że z jedną kobietą cały czas, albo zwyczajnie za stara już jestem na siedzenie od rana w szkole i uczenie się pierdół. Bo tak w sumie można nazwać to powtarzanie przeze mnie wszystkiego od początku. Nie to, że narzekam na tempo, ale jednak mogłoby iść nieco szybciej. Z drugiej strony jednak, gdy pomyślę, że musiałabym jeszcze dodatkowo myśleć to aż mnie skręca.

Naprawdę nie wiem czy to ja aż tak odwykłam od wstawania i robienia czegoś rano, czy też na starość potrzebuję więcej snu... faktem jest, że przychodzę z kursu koło 12:30 i jestem nieprzytomna ze zmęczenia. Najordynarniej w świecie marzę tylko o tym żeby iść spać. Niby cały dzień przede mną a ja już nie kontaktuję. Chwila snu co prawda załatwia wszystko i znowu mogę działać, ale chyba nie o to w tym chodzi?! Normalnie ludzie idą do pracy na 8, wracają po 17 i dalej są w stanie robić coś w domu. Ja wychodzę o 8, wracam po 12 i umieram. Strach pomyśleć co będzie dalej... Obym się przyzwyczaiła, bo inaczej czarno widzę tą szkołę. A skończyć kurs chcę i muszę.

Czy ktoś ma jakiś sposób jak sobie dać radę z tym wszystkim??!

Komentarze do wpisu "Wykończona":

1. radek napisał(a):
16 kwietnia 2008, 17:33:58

starym uczniowskim sposobem - olewać wszystko i spać na lekcji, a na sprawdzianie zmyślać/ściągać

2. Agnieszka napisał(a):
16 kwietnia 2008, 17:40:41

@radek: To jest dobre tylko do pewnego czasu. Dokładnie do czasu gdy człowiekowi zaczyna zależeć na wiedzy a nie tylko ukończeniu kursu :-) Ja naprawdę chcę się nauczyć tego języka... tylko nie daję rady wytrzymać w szkole ;-)

3. Khorne napisał(a):
16 kwietnia 2008, 18:25:54

Bo w pracy jest od tej 8 do 16 możliwość wyjścia na kawkę, papierosa i siku.

Człowiek nie musi być skupiony całe 8h na jednej rzeczy/osobie. Dla mnie też uczelnia była *znacznie* bardziej męcząca niż praca.

4. Scarab napisał(a):
16 kwietnia 2008, 19:50:20

Dzaiwne, ja mam pol tygodnia lekcje do ~16. Najmniej 6h , a tak po 8h. Wracam np. tak jak dzisiaj o 19 do domu... ze szkoły... dziennej... Siedze do 3-4 w nocy i jestem przewaznie przytomny na lekcjach. Problemem moze byc poniedzialek kiedy to koncze wczesniej, ale tez wczesniej zaczynam. Lekcje od 7.05 do 14.20. O 6.00 wstac i myslec nad tym co sie dzieje :O. A co do kawki, papieroska i "siku". No wybacz od czego sa przerwy? Automat z kawa/herbata/czekolada jest(jak ktos nie lubi to zawsze bufet jest gdzie mozna normalna kawe dostac, czy nawet calkiem znosne "domowe" kanapki), palarnia dla uczniow i nauczycieli tez, a siku, bezproblemowo na lekcji mozna isc....

5. Khorne napisał(a):
16 kwietnia 2008, 22:05:37

A nie wiem, pewnie to zależy od osoby. Poza tym to dawno było.

6. Agnieszka napisał(a):
17 kwietnia 2008, 18:39:49

@Khorne: Niby racja, ale mam przecież przerwę na kawę i "dymka" dla palących. Mimo wszystko to jednak nie pomaga za bardzo.

@Scarab: Może to kwestia wieku? ;-) Kiedyś też mogłam nie spać całe noce i lecieć rano do szkoły. Teraz jednak parę tylko godzin snu nie wystarcza mi już... Ale z drugiej strony przecież im człowiek starszy tym wcześniej wstaje, więc czemu dobija mnie pobudka o 7?! Ech...

Pocieszam się, że dziś już było lepiej. Może jednak przywyknę... ;-) W końcu to jeszcze tylko kilka tygodni ;-)

Dodaj komentarz: