Aż wstyd...

16 maja, 2008

Życie w społeczności wielonarodowościowej i obracanie się wśród ludzi pozwala na spojrzenie na różne aspekty życia z różnych stron. Przywykłam już do nazywania Polaków mafią, bo faktycznie trzymają się razem, a im więcej "nas" tym gorzej (w końcu im więcej tym lepiej, nie?). Z góry zastrzegam, że ja osobiście nie widzę miejsca dla siebie w tej mafii. Owszem, kiedyś, gdy przyjechałam pierwszy raz do Finlandii, marzyłam żeby otaczać się Polakami, bo przecież zginę wśród innych nacji. Po paru tygodniach mi przeszło i marzyłam już tylko, żeby tych Polaków uniknąć. Ale nie o tym chciałam napisać.

Wszyscy wiedzą, że Amerykanie siedzą w Iraku i próbują zaprowadzać tam spokój poprzez wojnę. Polacy też tam siedzą i robią mniej więcej to samo. Trąbi się o wyjściu wojsk, itp. ale jakoś nikt zbyt wiele w tym celu nie robi. Ja natomiast odbyłam dziś wielce pouczającą rozmowę z kobietą, którą zaczynam szczerze podziwiać. Na imię ma Ikbal i jest Irakijką, azylantką w Szwecji. Mieszka tu z trójką dzieci, pozostała trójka została w Iraku. W rozmowie brała również druga kobieta, o której może napiszę innym razem, a mianowicie Maria - Chilijka. Całość toczyła się w dość dziwnym języku, a mianowicie połączeniu szwedzkiego, hiszpańskiego i angielskiego z dużą dawką języka migowego - jak zawsze gdy spotkają się ludzie nie znający wspólnego języka ;-) Otóż rozmowa zaczęła się od kwiatów w wazonie i dywagacji czy aby na pewno są prawdziwe, bo takie piękne. Potem Ikbal, jako wieczna gaduła, próbowała nam wyjaśnić gdzie takie roślinki rosną itd. Doszłyśmy wreszcie do momentu, w którym bariera językowa stała się zbyt wyraźna i gdy zaczęłyśmy potrzebować wsparcia. Wsparciem okazały się globus i trzy słowniki szwedzko-różne. Po tym jak już ustaliłyśmy, że wiemy co to jest równik (studia geograficzne to jednak piękna rzecz ;-)), gdzie leży i jakie państwa zaliczamy do pasa okołorównikowego z odpowiednią roślinnością, pokazywałyśmy swoje kraje: tu Polska, tu Chile, tu Irak...

I właśnie o tym Iraku zaczęłyśmy rozmawiać. Ikbal gaduła opowiadała nam jak to pięknie u niej było. Jakie cudowne rośliny, budynki, kultura... Wszystko w czasie przeszłym. Pięknie było wizualnie. A teraz bomby, karabiny, trupy. Idąc do pracy przechodziła ulicą, na której codziennie usłyszeć można serię z karabinu i zawsze mija się co najmniej jednego człowieka. A właściwie to, co z niego zostało. Opowiadała jak to jest słyszeć kolejną bombę. Jak to jest żyć w strachu. Opowiadała o swoich dwóch synach, których już nie ma. Synowie zostali powieszeni przez Saddama i jego ludzi. Zabrani z ulicy, przewiezieni do czegoś na kształt więzienia. Przed 17:00 jeszcze z nimi rozmawiała, była u nich w odwiedzinach, cała rodzina była razem. O 17 wszystkich wyproszono, został tylko jej brat i więźniowie. Rano brat wyszedł z więzienia. Sam. Jej chłopców, a właściwie młodych mężczyzn (23 i 28) powieszono dnia poprzedniego, tuż po jej wyjściu. Dlaczego? Bo tak. Potem w podobny sposób zginęła rodzina brata, brat, ojciec... Jej kolejny syn był świadkiem jak jego najlepszego przyjaciela rozpołowił karabin maszynowy. Nic nie zrobił, stali we dwójkę na ulicy i rozmawiali - tak jak to robią codziennie miliony im podobnych dzieciaków. Stali i nagle jeden z nich się rozpadł na dwóch. Na pół. Drugiemu nic się nie stało. Przynajmniej fizycznie... W końcu Ikbal wyjechała, ale część jej rodziny ciągle tam jest. I chociaż nie ma Saddama, to jednak nadal dzieje się to samo. Ciągle giną ludzie, młodzi ludzie. Sama Ikbal mówi, że ona nie widzi różnicy - czy Saddam czy USA. Wszystko jest tak samo, tylko kraj wygląda gorzej. A mimo to ona chce tam wrócić, kocha tą ziemię i marzy o tym, żeby na starość znów móc tam mieszkać. Na oko ma jakieś 50 lat i nie wiem czy uda jej się to, o czym marzy. Na razie jedzie na miesiąc, do rodziny.

A mi jest wstyd. Wstyd za fakt, że w Iraku stacjonują Polacy. Że oni także przyczyniają się do tego, że ten piękny kiedyś kraj, obecnie jest jednym wielkim polem bitwy. Że "nasi dzielni żołnierze" tak dzielnie wspierają Amerykanów w drodze do polepszenia życia biednych Arabów. Tylko czy ktoś spytał tych biednych Arabów czy tego chcą? Ikbal nie chce. Ona chce spokoju. Bo życia jej rodziny nikt nie wróci. Może tylko starać się, żeby reszta żyła i była szczęśliwa. I każdego dnia widzę ją - uśmiechniętą, radosną, opowiadającą jakim wspaniałym krajem był Irak. Jak cudownie się tam żyło. Jak odmienny kulturowo jest od Szwecji. I chcę tam pojechać. Tylko boję się, że będę musiała spojrzeć w oczy tamtejszym mieszkańcom i przepraszać, bo jestem Polką. Bo nasi dzielni żołnierze dostali rozkaz od Wielkiego Brata. I poszli. I walczą. I zabijają niewinnych ludzi, którzy nic złego Polakom nigdy nie zrobili.

Komentarze do wpisu "Aż wstyd...":

1. flegmatyk napisał(a):
16 maja 2008, 17:20:43

Mi też jest za to wstyd, od samego początku tej durnej misji. Ale jeszcze bardziej będzie mi wstyd, gdy postawią u nas tą całą zakichaną tarczę antyradz..antyrakietową.

2. Aeth Rhiannios napisał(a):
16 maja 2008, 17:26:50

Teraz już niestety za późno. Przed wojną można byłoby jeszcze dojść do wniosku, ze sytuacja w tym kraju musi zmienić się wolą jej mieszkańców, bo żadna inna siła niż ich własna nie przekona ich do tworzenia normalnego państwa. Ale jakoś nikt nie wpadł na taką konkluzję. I obecnie wycofanie stamtąd jakichkolwiek wojsk byłoby tylko pogorszeniem sytuacji. Może lepiej zamienić stacjonującą armię na ludzi ONZ, może to by coś zmieniło? A przede wszystkim wspierać inicjatywy samych Irakijczyków?

3. anoriell napisał(a):
16 maja 2008, 17:53:34

Nie, żeby coś, ale ta wojna nie miała służyć wprowadzeniu pokoju tylko pozyskaniu ropy, a cała reszta to bujda rzucana ludowi płacącemu podatki.
Nie ma szans na zmienie armii ludźmi z ONZ, bo wtedy u władzy nie byłyby Stany, a to z ich ekonomicznego punktu widzenia byłoby niedobre.
Wycofanie wojsk polskich z Iraku w tej chwili oznaczałoby dla nas stratę poważnego sojusznika, a na to mentalność Polaków nie pozwoli. (Mnóswo razy w historii udowadnialiśmy, że wolimy dostać po dupie na darmo niż ryzykować utratę sojusznika).
I prawda jest taka, że w tej wojnie interes i los kraju Irakijczyków jest najmniej ważny.

Osobiście uważam, że to legalne barbarzyństwo w samym środku ucywilizowanych społeczności, ale cóż poradzić.

Dodaj komentarz: