6/6

06 czerwca, 2008

Dziś święto - Dzień Narodowy Szwedów. Wielka impreza w centrum miasta, wolne od pracy, baloniki, chorągiewki, cuda na kiju. I pogoda. Pogoda jak marzenie. Choć nie do końca moje. Jak ktoś kiedyś spyta mnie jeszcze raz, czemu wybrałam zimne kraje północy to chyba roześmieję mu się w twarz. Dzisiejszy dzień w zimnym kraju charakteryzuje się bezchmurnym niebem, temperaturą rzędu 30-35 stopni i niewielką tylko bryzą od morza. Faktycznie mróz trzaskający... A mnie się marzyło 15-20 stopni i wiaterek...

Ale wracając do święta. Ciekawą rzeczą jest fakt, iż praktycznie każda dzielnica, każda wyspa, każde miasteczko, miało (i ma) dziś swoje imprezy. W sumie to w całym Sztokholmie równolegle było jakieś 8-9 miejsc, w których można było coś zobaczyć czy zrobić. I mówiąc miejsce nie mam na myśli jednego punktu, lecz np. Stare Miasto czy wyspę Djurgården. Na samym Starym Mieście (w chwili gdy tam byliśmy) trwał koncert na placu głównym, koncert w Katedrze, nasza wycieczka z przewodnikiem (w języku angielskim) oraz jeszcze kilka dziwnych rzeczy, których nie potrafię nazwać (jak np. przemarsz ludzi z dzwonkami na nogach, parada jakaś czy co?). Nad brzegiem można było dziś zwiedzić dwa okręty Marynarki Wojennej i przepiękny żaglowiec. W Kungsträdgården trwa festiwal jedzenia, a w Skansenie pokazy rękodzielnictwa oraz można spotkać króla. Itp. Itd.

W sumie to może i jest to normalne, choć ja nigdy nie widziałam takiej imprezy. Dla mnie zorganizowanie takiego święta, gdzie dosłownie każdy może coś dla siebie znaleźć, graniczy z cudem. Natomiast bardzo podoba mi się fakt, iż praktycznie co tydzień coś się tu dzieje. W zeszłym tygodniu był Maraton. Parę (2-3?) tygodni temu był Carnavale. Za tydzień rusza darmowy teatr na świeżym powietrzu. I długo jeszcze bym mogła wymieniać. A to tylko te "ruchome" imprezy. Przez cały czas czynny jest przecież Gröna Lund (tutejszy Lunapark), można iść do setek muzeów, popływać łódką, zwiedzić ogrody królewskie czy spędzić czas w jednym z miliardów parków. Że o restauracjach, pubach i klubach nawet nie wspomnę. I wszystko to w mieście, liczącym zaledwie niespełna 800 tys. mieszkańców (1,6 mln w aglomeracji, jakby nie patrzeć - połowa Warszawy). Daje do myślenia, nie?

Komentarze do wpisu "6/6":

1. carbo napisał(a):
07 czerwca 2008, 13:08:47

Daje, daje. Mam nadzieję, że zaproszenie nadal aktualne ;)

2. Agnieszka napisał(a):
07 czerwca 2008, 16:21:36

@Carbo: A pewnie :-) Tylko się pospieszcie, bo szukamy mniejszego mieszkanka i będzie ciaśniej ;-)

3. carbo napisał(a):
07 czerwca 2008, 22:25:06

Znając nasze zamiłowanie do dalekich wypraw to możecie nas spokojnie zapisać na lipiec 2010... :/

4. Agnieszka napisał(a):
07 czerwca 2008, 22:28:04

@Carbo: Biorąc pod uwagę naszą mobilność to możecie rezerwować bilety gdzieś do Ameryki czy Australii ;-)

5. pilkku napisał(a):
09 czerwca 2008, 10:51:34

chcialam zauwazyc, ze w Warszawie wcale nie jest gorzej, jest mnostwo imprez, tych platnych i tych darmowych. Oczywiscie nie jest az tak pieknie jak w Sztokholmie, jednak nie narzekam na brak rozrywek :)

6. Agnieszka napisał(a):
09 czerwca 2008, 13:12:39

@pilkku: Nie mówię, że jest mało ;-) W Wawie osobiście nie mieszkałam, ale wiem, że tłumy Warszawiaków co tydzień pędziły do Łodzi, żeby się u nas pobawić. Wniosek nasunął mi się sam :-) A z drugiej strony to stolica i to stolica, więc jakaś tam rozrywka być musi, nie? :-) A ja osobiście, po kilku latach zastanawiania się czy coś się w ogóle dzieje w Turku i czy warto jechać do miasta żeby to sprawdzić, jestem zadowolona mając świadomość, że gdy pojadę w sobotę do miasta to na pewno na coś trafię :-)

Dodaj komentarz: