Powroty
24 lipca, 2008
Dziś znowu wpis pod wpływem artykułu. Tym razem Gazeta Praca zapytuje czy trzeba wracać z Irlandii. A ja odpowiem - niekoniecznie trzeba wracać z jakiegokolwiek miejsca na ziemi. Ja np. wierzę, że zapuszczę korzenie gdzieś poza Polską. Najprawdopodobniej będzie to Skandynawia. Prawdopodobnie Szwecja. Nie mówię, że na pewno, bo w życiu nic nie jest na pewno. Ale dobrze się tu czuję, zaczynam rozumieć co do mnie mówią, wtapiam się w tło ;-). Podoba mi się tutejsze podejście do życia. Podoba mi się otwartość zamkniętych ludzi (brzmi nieco dziwnie, ale ciężko to wyjaśnić innymi słowami). Podoba mi się podejście do życia. Podoba mi się zaufanie, jakim obdarzają się nawzajem. Nie podoba mi się ilość Polaków, ale cóż zrobić, sama jestem Polką, więc muszę "wybaczyć" innym, że też pokochali to miejsce ;-). Na pewno mam nieco spaczone spojrzenie na rzeczywistość, ale nie przeszkadza mi to w niczym. Nie wiem czy miłość jest tu odpowiednim słowem, czy mogę powiedzieć, że kocham Szwecję. Niewątpliwie darzę uczuciem całą Skandynawię (i to od dawien dawna). I sądzę, że nie zamieniłabym tego "zimnego" (prawie 30 st. za oknem!), "nieprzyjaznego" kraju, w którym noc potrafi trwać pół roku i w którym ludzie traktują obcych jak obcych, na Hiszpanię (z ich rubasznym i przyjacielskim podejściem do życia), Wyspy (z nadmiarem Polaków i ciągłym utyskiwaniem na pogodę) czy USA (z ich manią wielkości i ignorancją dla reszty świata). Tutaj jest jak jest, ale ja to lubię.
I mogę śmiało powiedzieć, że wracam do domu, za każdym razem gdy wylatuję z Polski i lecę do "Tu". Wracam do miejsca, gdzie jestem szczęśliwa. Gdzie nikt w Sejmie czy Senacie nie opluwa się przed kamerami, gdzie ludzie dbają o środowisko, gdzie zakaz jest zakazem a nie granicą, którą się ciągle przekracza. Do kraju, gdzie jedzenie jest paskudne, ale przyroda powalająca. Do miejsca, gdzie czuję się człowiekiem, a nie kimś gorszym. Gdzie mogę wyjść wieczorem na dwór i nikt mi krzywdy nie zrobi (chyba, że trafię akurat na imigrantów...). Do kraju, gdzie szokiem jest włączenie się alarmu przeciwpożarowego w czasie zajęć, bo przecież i tak nikt nie pali w szkole, więc skąd ogień?! (tak, próbny alarm, bo akurat mechanik musiał sprawdzić czemu dyrekcja sądzi, że alarm może nie działać i trzeba sprawdzić, bo tak).
A Polska? A do Polski jeżdżę na wakacje. Bo tam też jest pięknie. Bo tam mam rodzinę. Bo rodzina nie chce wyemigrować ze mną (może i lepiej? ;-)). Bo tam jest też moje miejsce, choć z coraz mniejszym sentymentem do niego podchodzę. I choć kocham Łódź i Polskę, to jednak po tych kilku latach zagranicą, zwyczajnie nie widzę swojego miejsca tam. Bo tam przestało być rajem, gdy okazało się, że tu też jest fajnie, a do tego czyściej i bezpieczniej.
I co bym odpowiedziała redaktorom Gazety, gdyby mnie spytali czy wracam? To proste - nie sądzę. Nie mam po co. Tu jest mój dom, moja szkoła, mój Mężczyzna, moje serce. I tu chciałabym wychowywać swoje dzieci. Żeby wyrosły na porządnych ludzi. Żeby mieli przynajmniej taką szansę.