Role
10 sierpnia, 2008
Każdy w życiu gra jakieś role. Taki prywatny teatr. Ostatnio zastanawiam się ile takich ról można grać jednocześnie, ile osób we mnie siedzi. Wyszło mi, że sporo, co oczywiście nie jest dziwne. Zastanawia mnie jednak na ile role te różnią się od siebie, na ile, będąc jednocześnie siostrą, córką i ciotką jestem w dalszym ciągu kurą domową, bezrobotną czy towarzyszką życia...?
Doszłam do wniosku, że niektóre z tych ról jednak się wykluczają, bo będąc kochanką raczej staram się nie być córką czy bezrobotną ;-). Ale z drugiej strony, jako ciotka jestem też siostrą. Zatem w którym momencie kończy się bycie kimś jednym a zaczyna bycie innym? Ile jest takich ról, które pozwalają być jedną i tą samą osobą, a ile pozostałych? I kim tak naprawdę jestem najbardziej?
Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że niekoniecznie do końca życia będę bezrobotną (OBY NIE!), ale mam jednocześnie nadzieję, że tak długo pozostanę ciotką i siostrą. Może też TŻ-tką, kochanką, kurą... Może kiedyś też matką, babcią, prababcią (bardzo wątpię). Ale z drugiej strony czy aby na pewno muszę spełniać wszystkie te role? Czy muszą to być role? Czy człowiek zawsze musi spełniać rolę, a nie po prostu być? Bo jakby nie patrzeć, to wszyscy cały czas gramy. Każdy z nas odgrywa siebie. Nie znam osoby, która zawsze zachowywałaby się tak samo (choć wielu twierdzi, że tak mają, ale to nie prawda).
Skąd ten temat? Ano prawie dwa tygodnie temu zostałam wreszcie ciotką, a wczoraj udało mi się spotkać po raz pierwszy z bratankiem. I patrząc na mojego rodzonego brata (człowieka poważnego i statecznego) doszłam do wniosku, że jego rola się zmienia. Jakieś 1,5 roku temu przestał być statecznym dorosłym człowiekiem i stał się postrzelonym zakochanym. Potem przeszedł przez fazę męża kobiety w ciąży, a teraz stał się ojcem. I aż trudno mi uwierzyć, że to ten sam człowiek. Że to nadal mój brat. Ten pan, który z takim zapałem i radością opowiadał jak to jego pierworodny potrafi zasikać sobie plecy aż po kark, jest tym samym człowiekiem, który omijał tematów związanych z wydalnictwem jako takim. Ten sam człowiek, który z dumnym błyskiem w oku pyta mnie czy już trzymałam jego syna w ręku albo czy na pewno imię do niego pasuje, jest tym samym człowiekiem, który bez mrugnięcia oka wiele lat temu z siekierą w ręku bronił oddanych jego opiece dzieciaków. Pełen niepewności i dumy, zapału, chęci i pewnego lęku... Dało mi to do myślenia - na ile ja się zmienię? Na ile jestem inna w zależności od sytuacji? Co sprawia, że zachowuję się inaczej? I czy aby na pewno chcę się zachowywać inaczej? I czy ktokolwiek w ogóle zastanawia się nad takimi rzeczami, czy to tylko ja się aż tak nudzę w domu, że wymyślam sobie problemy? ;-)
Komentarze do wpisu "Role":
1.
Clou napisał(a):
10 sierpnia 2008, 19:08:41
dzieci zmieniają ludzi, to pewne. I pewne jest to, że niekoniecznie na lepsze.
a rozmowy o kupach itp. to norma zauważyłem :)
2.
rins napisał(a):
10 sierpnia 2008, 21:11:06
Tylko Ty masz takie problemy ;p
3.
Agnieszka napisał(a):
17 sierpnia 2008, 19:57:58
@Clou: Zmieniają, to już zauważyłam, ale żeby aż tak? ;-)
@rins: No to całe szczęście, że reszta świata ma lepiej ;-)
Dodaj komentarz: