Marudna zbieranina

28 sierpnia, 2008

Jako, że od wczoraj jestem w Szwecji i od wczoraj jestem sama, to przyszedł najwyższy czas na marudzenie. Bo w końcu kiedy jak nie teraz?

Siedzę sama w pustym pokoju, za oknem powoli zmierzcha. Głowa boli potwornie (zawsze wiedziałam, że nadmiar tlenu szkodzi). Za parę minut minie 20:00, a co za tym idzie będzie czas na telefon do domu. Jakoś tak się utarło przez te kilka lat, że po 20 dzwonię do rodziców. Codziennie. Dzień w dzień. I nawet jak nie mamy o czym rozmawiać, bo nic się nie wydarzyło, to jednak fajnie jest mieć świadomość, że gdzieś tam ktoś czeka na mój głos. Tak więc już za parę minut będzie czas na kontakt ze światem ;-)

Wróciłam z Polski do Szwecji. W kraju, jak to w zwyczaju, zahaczyłam o lekarzy. Bo jak to - pojechać do Polski i nie skorzystać z taniej służby zdrowia? Okazało się, że po pierwsze wcale nie jest taka tania, bo wszystkie wizyty były prywatne i płatne, a ceny leków to już zabójstwo. A po drugie takie leczenie się na wyrywki wcale nie jest aż tak dobre. Jeden ząb zrobiony, drugi musi poczekać aż przyjadę na dłużej. Jedne badania zrobione, inne muszą poczekać aż przyjadę na dłużej, itp. No to poczekam, w międzyczasie biorąc tony leków, które mają pomóc. A resztę badań zrobię tu na miejscu, tu też za to płacę, a jestem na dłużej.

Dziś po raz pierwszy się przełamałam językowo. Miałam wizytę w Pośredniaku i oczywiście mój pan prowadzący gdzieś zaniemógł. W związku z czym zajęła się mną pewna pani Margareta, która doszła do wniosku, że skoro się uczę to pewnie już coś umiem po szwedzku. I tak oto dziś przez prawie godzinę załatwiałam sprawy pracowe w obcym mi nieco języku. I o dziwo rozumiałyśmy się, a pani wybaczała mi moje braki leksykalne, podsuwając brakujące słówka i cierpliwie czekając aż opowiem jej co znaczy słowo, którego mi właśnie brakło ;-). Jestem niezmiernie wdzięczna tej istotce, gdyż właśnie dziś uwierzyłam, że faktycznie mówię już po szwedzku. I to mówię na tyle dobrze, że jestem w stanie załatwić swoje sprawy w urzędzie (przynajmniej w tym ;-)).

Co by tu jeszcze... Czym by się pochwalić... W sumie to miałam marudzić jak to mi źle samej, ale jeszcze najwyraźniej nie do końca odczułam samotność, więc bardziej się chwalę ;-) Może jutro albo pojutrze będę marudzić bardziej. A może wcale nie ;-). Zobaczymy.

Komentarze do wpisu "Marudna zbieranina":

1. Rafał napisał(a):
28 sierpnia 2008, 20:19:27

Mój wybór padłby na Skandynawię... gdybym tylko tam się urodził i tak mocno nie kochał Polski... :)

2. agnieszka napisał(a):
28 sierpnia 2008, 20:21:49

@Rafał: I słusznie, bo to piękna okolica ;-). Ja też kocham Polskę, tylko nie potrafię już w niej żyć. Przynajmniej w takiej, jaka jest obecnie.

3. Rafał napisał(a):
28 sierpnia 2008, 20:25:03

A może w krótce pochwalisz się swoją znajomością szwedzkiego i napiszesz nam notkę w tym języku ? :)

4. agnieszka napisał(a):
28 sierpnia 2008, 20:43:09

Po szwedzku? A kto by ją zrozumiał...? ;-)

5. sznik napisał(a):
28 sierpnia 2008, 20:47:06

Mnie szwedzi, z którymi miałem kontakt, nauczyli jednego zwrotu tylko: "Sieg woel hoer" czy coś w ten deseń (zig vel hyr - wymowa) ;)

6. agnieszka napisał(a):
28 sierpnia 2008, 22:08:55

@sznik: po pisowni to bardziej jakiś niemiecki by był, a po wymowie to w ogóle nie wiem co :-( Mówili co to znaczy?

7. sznik napisał(a):
28 sierpnia 2008, 22:09:36

Coś a'la "Ty brudna dziwko" ;)
(to nie do Ciebie - podałem tylko przykład jedynego zwrotu… a może to był norweski?)

8. agnieszka napisał(a):
28 sierpnia 2008, 22:13:52

No to takich tekstów nas nie uczą na kursie ;-) Dziwka to hynda, tyle wiem, ale całego zwrotu to nie znam... Może faktycznie norweski...?

Dodaj komentarz: