Dylematy

29 sierpnia, 2008

Coś mi samotność nie służy, bo zaczynam rozmyślać nad sensem swojego dotychczasowego życia. Niestety takie rozmyślania w moim wydaniu zazwyczaj nie kończą się dobrze, a już jak dochodzą do tego czynniki zewnętrzne to strach się bać.

Tym razem doszły aż dwa czynniki (poza oczywiście samą samotnością). Pierwszym czynnikiem była oczywiście dzisiejsza rozmowa kwalifikacyjna na stanowisko... sprzątaczki ;-) Tak tak, właśnie tak... Próbowałam się zatrudnić jako sprzątaczka w wielkiej firmie dla sprzątaczek. Niestety, jak to w życiu bywa... Teraz pracy nie ma, ale będzie może w połowie miesiąca. Bo chciałam pracować w złym okręgu, bo w swoim. Może gdybym się zdecydowała dojeżdżać kilkaset minut to może coś by się znalazło. Ale też nie koniecznie, bo pierwszeństwo mają te z tamtego rejonu. I kicha. Ale to nic, nie załamuję się jeszcze tak strasznie... W końcu nie jest to praca moich marzeń ;-). Za to znowu udało mi się rozmawiać wyłącznie po szwedzku i rozumieć co do mnie mówią, z czego jestem szalenie dumna. Ale tak czy inaczej - roboty (chwilowo?) nadal brak.

Drugim czynnikiem była wczorajsza wypowiedź koleżanki z kursu. Też Polka, też szukała pracy, też mieszka z facetem (w jej wypadku narzeczonym), który ma dobrze płatną pracę. I też odczuwa spory dyskomfort, będąc na jego utrzymaniu. Też ma wyższe wykształcenie o kierunku, który tutaj nie ma właściwie znaczenia, bo komu jest potrzebna polska księgowość (dokładnie tak samo jak moja urbanistyko-geografia...)? Tak więc po wizycie w Polsce, koleżanka podjęła decyzję - wraca. Bo tu nie ma dla niej przyszłości. Bo tu nie zrobi kariery. Bo nie ma ochoty być na zmywaku, skoro w Polsce może zarabiać i mieć z tego satysfakcję. Bo po roku samotności zdecydowała, że ma dość. Co z tego, że mieszka się z facetem, skoro on wraca z pracy koło 20-21 a wychodzi o 6 rano? Co ona ma robić przez cały dzień sama? Jaki jest sens jej siedzenia tutaj?

I ja ją rozumiem. Mam dokładnie takie same odczucia, tylko perspektywy nieco gorsze. Rzuciłam dobrą pracę, żeby wyjechać do Finlandii i robić doktorat, którego w sumie nie potrzebowałam. Zostawiłam znajomych i całe swoje życie, żeby pojechać do człowieka, którego kochałam i z którym chciałam żyć - to prawda. Ale właśnie, kluczem do obecnej sytuacji jest stwierdzenie - całe swoje życie. I co mi zostało? Niedokończony doktorat, bo jakoś tak wyszło, że mi nie idzie. Brak pracy. Brak emerytury czy nawet głupiego ubezpieczenia. Brak własnych środków do życia. A teraz do tego jeszcze 3 tygodnie samotności. I po co to wszystko? Ano po to, żeby móc żyć z człowiekiem, którego kocham, w kraju, który mi odpowiada, w sposób, który mi nie odpowiada. Możliwe, że poświęciłam za dużo a otrzymuję za mało. Jednak nie zamieniłabym się z nikim. Owszem, zmieniłabym parę rzeczy, ale nadal sądzę, że nie jest źle, i może będzie dobrze. Ale gdzieś tam, w głębi mnie, siedzi chochlik (podjudzany przez Moją rodzoną Matkę), że może jednak wrócić? Znaleźć pracę w zawodzie, spełniać się jako urbanista czy geograf? Zostawić Szwecję, całą Skandynawię, i pojechać do miejsc, gdzie się wychowałam i gdzie w dalszym ciągu mieszkają moi znajomi (już trochę oddaleni, bo przecież tyle lat...)?

I tak oto burzy się porządek świata. Burzy się moje życie. Samotność i czynniki zewnętrzne sprawiają, że zaczynam znowu wątpić w słuszność swoich wyborów. I nie ma mnie kto pocieszyć... Wezmę więc książkę i zanurzę się w problemy innych osób, by choć na chwilę przestać rozmyślać nad swoją niedolą. A czytaczom życzę miłego weekendu ;-)

Komentarze do wpisu "Dylematy":

1. Rafał napisał(a):
29 sierpnia 2008, 22:18:15

Coś tu ostatnio... pesymizmem powiało.

2. agnieszka napisał(a):
29 sierpnia 2008, 22:18:54

Zostawianie mnie sam na sam ze sobą źle na mnie wpływa ;-)

3. Rafał napisał(a):
29 sierpnia 2008, 22:19:45

Aczkolwiek decyzję podejmujesz Ty... My, Joggerowcy możemy jedynie czytać.

4. agnieszka napisał(a):
29 sierpnia 2008, 22:20:58

Decyzje są już podjęte od dawna. Ja tylko tak sobie marudzę pod nosem...

Dodaj komentarz: