Kawa

10 września, 2008

W pewnym momencie blogowania każdy pisze o kawie. Nie wiem czym jest to spowodowane, pewnie faktem, że jest niemalże wszechobecna w naszym życiu. Osobiście, jako nałogowa pijawka herbaciana, obojętnie przechodzę obok tematów kawowych. Zwyczajnie nie rusza mnie zapach czy smak kawy. Jednak nawet w moim życiu bywa czas, gdy po prostu muszę...

Dziś właśnie nadszedł taki moment. Sprowokowana niedawnymi wyprawami do kawiarni (wraz z przyjaciółmi, którzy odwiedzili mnie na moim wygnaniu), przypomniałam sobie jak kawa smakuje i jaki odnosi skutek. Jednocześnie od tygodnia zmuszona jestem brać leki, których skutkiem ubocznym (w moim wydaniu) okazała się senność. Ni mniej, ni więcej - po zażyciu lekarstwa padam i śpię. Teraz nie jest jeszcze tragicznie, bo na razie przyzwyczajam się do dawek, więc biorę tylko wieczorem. Ale już za kilka dni pojawi się tabletka również na dzień, a wtedy czarno widzę moją szkolną obecność...

Nadszedł więc czas szukania ratunku. Pomysłów miałam kilka, ale niestety okazują się niezbyt skuteczne. Mocna herbata stawia na nogi, ale tylko na maks. godzinę a i też nie zawsze. Kofeina z Coca-Coli "daje kopa" na mniej niż 30 minut. Problem z zimnym prysznicem jest taki, że ciężko wziąć go ze sobą do szkoły ;-). Czas zatem na prawdziwą kofeinę w dawce odpowiedniej do problemu. Tylko, że... lekarz zabronił mi pić kawy :-( Cóż więc czynić? Odpowiedź znalazłam we wspomnianej wcześniej kawiarni - Latte Macchiato. Co prawda w moim wykonaniu Espresso to lura jakich mało (nie wolno kawy, więc robię baaaardzo słabą), no i mleko jest tak średnio spienione (z braku odpowiedniejszego urządzenia, posługuję się zwykłym blenderem), ale i tak mi smakuje. A co ważniejsze - stawia na nogi na nieco ponad 2 godzinki! Sukces jakich mało ;-)

Przepisów na Latte Macchiato jest w sieci pełno, więc nie będę podawać. Natomiast od pewnego czasu choruję na jedno urządzenie do produkcji mojej jedynej akceptowalnej odmiany kawy, czyli na Mukkę. Co prawda pasuje ona bardziej do Cappuccino niż do Macchiato, ale ponoć da się zrobić oba. Żeby tylko cena nie była tak wysoka...

I tym optymistycznym akcentem wracam do mojej "kawy" i szwedzkich teleturniejów. Miłego środka tygodnia życzę ;-)

Komentarze do wpisu "Kawa":

1. Zal napisał(a):
10 września 2008, 20:28:31

Mukka droga? Chyba, że mówimy o jakiejś takiej wyjątkowo firmowej :P

2. Agnieszka napisał(a):
10 września 2008, 20:46:11

No droga... 300 zł to dla bezrobotnej kupa kasy ;-(

3. Zal napisał(a):
10 września 2008, 21:25:40

Ale idea działania jest ze zwykłego zaparzacza ciśnieniowego, prawda?

Rozumiem, że nie tyle zależy Ci na samym zaparzaczu, co na konkretnym jego egzemplarzu, tak? :D

4. Agnieszka napisał(a):
10 września 2008, 22:17:17

Nie :-) Zależy mi na sposobie działania. Zależy mi na wlewaniu mleka do środka i otrzymywaniu spienionego mleka z kawą w formie np. cappuccino lub macchiato :-) Konkretny egzemplarz nie ma nic do tego, po prostu ten w opisie ma funkcje, na których mi zależy :-)

5. Zal napisał(a):
10 września 2008, 22:58:43

To chyba w 100 złotych da się zmieścić przy założeniu, że nie zależy nam na firmie/wyglądzie ;]

Chyba, że po prostu nie mam obycia w tej materii i mylę dwa urządzenia ze sobą :D

6. Agnieszka napisał(a):
13 września 2008, 13:57:40

Może i masz rację, ale dość ciężko jest znaleźć caffeterkę (bo tak to się ponoć nazywa ;-)) robiącą zarówno espresso jak i latte i cappuccino. Wiem, bo patrzyłam, szukałam i nie znalazłam innej niż Mukka :-(

Dodaj komentarz: