Praca
23 października, 2008
Znalazłam pracę. I już nawet pracuję. Jeszcze nielegalnie, ale ponoć mam podpisać umowę niedługo. Oczywiście nie jest to szczyt moich marzeń, ale przynajmniej mam jakieś pieniądze, żeby się urządzać. Co to za praca? Echh... Coś czego nigdy nie chciałam robić.
Otóż zostałam sprzątaczką :-(. Wstyd się przyznać, ale sprzątam ludziom domy za pieniądze. Odbieram też dzieci z przedszkola i siedzę z nimi do przyjścia rodziców, ale to marginalny zakres moich obowiązków. Głównie jeżdżę od domu do domu i sprzątam. Nie cierpię sprzątać! Jest to chyba najbardziej przeze mnie znienawidzona dziedzina życia. Syzyfowa praca. Beznadzieja. A jednak to robię. Nisko upadłam... Jedna z pań, której sprzątam, chwali się teraz, że u niej to sprząta doktorantka... Powód do dumy... A ja zaciskam zęby, wstaję rano i jadę na drugi koniec miasta, żeby wyczyścić komuś kibel, wyjąć włosy z wanny, podnieść z podłogi śmierdzące gacie czy też grzebać w śmieciach wyjmując kartony po mleku (w ramach segregacji śmieci). Piękna praca... Ale chociaż płacą, co pozwala mi z radością myśleć, że już za parę tygodni będzie mnie stać na kupno pralki do nowego mieszkanka. W sumie to na używaną już by mnie było stać (po tygodniu pracy), ale jeśli się chcę dorzucić do kredytu i czynszu to jeszcze trochę muszę uzbierać. Tak więc muszę łapać za ściery i jazda do następnego domu. Już jutro o 8 następne mieszkanie.
A propos kupna mieszkania, to obecnie musimy się szybko urządzić. Za tydzień przeprowadzka, za tydzień też przyjeżdżają moi Rodzice na parę dni. Tak więc nie pozwiedzają sobie za bardzo, ale będą mieli tą cudowną możliwość obejrzenia obu naszych mieszkań w jednym czasie ;-). Szkoda tylko, że ciągle nie mamy na czym ich położyć spać w nowym lokum, bo 1.11 musimy się już raczej wynieść stąd na dobre. A nie położę ich przecież na dmuchanym materacu czy na podłodze. Tak więc poszukiwania rozkładanej sofy do salonu trwają dość intensywnie.
Sporo mebli innego typu mamy już zamówionych i tylko czekają na odbiór u obecnych właścicieli. Tak, meblujemy się z drugiej ręki, bo na nówki nas zwyczajnie nie stać. Z drugiej strony jeśli mam wydać 12 tys. koron na nowy stół z krzesłami podczas gdy ten sam stół nieco już używany mogę mieć za 2 tys. to ja się nie waham. Odpucuję go sobie w domu i będzie idealny. A przynajmniej już ma wyrobiony jakiś charakter i nie wygląda jak świeżo ze sklepu, co w przypadku tego akurat stołu ma spore znaczenie. Jak już będzie stał w mieszkanku to zrobię zdjęcia i będzie jasne o co mi chodzi ;-).
Z kolejnej już strony są rzeczy, które niestety musimy kupić nowe i nie przeskoczymy tego. Jednak w większości są to rzeczy, które mogą trochę poczekać aż uzbieramy nieco gotówki. A że gotówkę zbiera się pracując to wracam do tytułu notki :-). I tą oto klamrą zakończę te wypociny i pójdę wyjąć i powiesić pranie. W końcu u siebie też czasem muszę sprzątać choć trochę...
Komentarze do wpisu "Praca":
1.
snufkin napisał(a):
23 października 2008, 17:50:41
Żadna praca nie hańbi. Przez miesiąc sprzątałem dorywczo w teatrze, nawet sobie nie wyobrażasz, do czego są zdolni "artyści". :P
2.
Agnieszka napisał(a):
23 października 2008, 17:55:26
Wiem do czego są zdolni "zwykli" ludzie, więc pewnie artyści do tego samego ;-) A przecież nigdzie nie jest powiedziane, że w międzyczasie nie mogę szukać czegoś lepszego, nie? (tak się pocieszam, bo tego międzyczasu to za dużo nie zostaje...)
3.
Scarab napisał(a):
23 października 2008, 19:43:34
Nie masz się czego wstydzić! ;x Priorytetem stało się urządzenie, a nie własna duma... a pracodawczyni mogłaby pomyśleć. Chyba, że jest jakąś dupodajką co to, za bogatego faceta wyszła za mąż...
4.
rozie napisał(a):
24 października 2008, 07:52:16
Nie ma się co łamać, wielu ludzi "w rozjazdach" zaczynało od sprzątania. Praca jak każda, tyle że stosunkowo nieźle płatna i niski próg wejścia. Czasem, z czasem, można fajne kontakty złapać.
Trochę zastanawia mnie cena pralek, skoro używana a nowa to kilkakrotna różnica. W kraju za kilkunastoletniego szrota z Niemiec chcą 300 zł, nowe ok. 3 razy tyle...
5.
Olik napisał(a):
24 października 2008, 08:53:45
Aga, luz z tą pracą. Ja w swojej firmie jest tzw. "kadrą kierowniczą" Raz opieprzałam sprzedawcę a za chwilę jeździłam po sklepie maszyną do mycia podłóg. Co do zakupów meblowych to nie trzeba wszystkiego na raz. Serio. My mieszkamy niecały rok i dopiero teraz kupujemy lustro do łazienki. Owszem, chciałoby się mieć wszystko super i szybko na błysk, ale jaka przyjemność jest jak się co miesiąc kupi jakąś drobnostkę!!!
6.
cinn napisał(a):
24 października 2008, 11:24:58
Nie Ty jedna, nie Ty jedna ;)
7.
Agnieszka napisał(a):
24 października 2008, 14:48:44
@Scarab: Pracodawczyni jest ponoć dość znaną osobą świata polityki, ale o tym lepiej nie mówić. Tak czy inaczej sądzę (a raczej mam nadzieję), że był to taki rodzaj żartu. Trochę głupawy, ale żart. A może ot po prostu jej się powiedziało ;-)
@rozie: Nowa pralka najtańsza to wydatek rzędu 3000 SEK, a taka porządniejsza nieco to ponad 5000 SEK. Pralkę używaną, w dobrym stanie, można zdobyć już za 500 - 1000 SEK, czasem mniej. Oczywiście są też używki po 4000 czy 7000 też, ale to już musi być jakieś Miele czy super wypas. Ale taką zwykłą roczną czy trzyletnią mogę spróbować kupić za 1000 SEK. A co do kontaktów to mam nadzieję na "awans", zapowiedziany na niewiadomą przyszłość przez moją szefową. Miałabym awansować na asystentkę w jej firmie, ale nie sądzę, żeby zdarzyło się to szybciej niż za ładnych parę miesięcy czy lat. Większe szanse mam na znalezienie innej pracy ;-)
@Olik: Wiem, że urządzanie można rozłożyć w czasie, ale niestety jeśli się człek przeprowadza w chwili gdy w gości przyjeżdżają rodzice, to jednak muszę mieć ich gdzie położyć, posadzić, przy czym zjeść śniadanie itp. Lustra w łazience i WC mamy na wyposażeniu, więc chociaż to odpada ;-) Z resztą łazienkę będą nam remontować wczesną wiosną, więc nic nie zamierzamy tam robić. Co najwyżej wymyślać kolory i wygląd na przyszłość ;-) A na już potrzebujemy łóżka, sofy rozkładanej do spania, stołu i krzeseł, z czego brakuje nam już tylko sofy bo reszta jest zaklepana i zapluta u właścicieli i czeka na odbiór w przyszłym tygodniu :-D.
@cinn: Taaaaak, wiem ;-)
8.
Olik napisał(a):
24 października 2008, 16:11:10
A Twoi rodzice nie mogą przełożyć wizyty?
9.
Agnieszka napisał(a):
24 października 2008, 19:59:25
Nie bardzo mogą. Bilety wykupili już 3 miesiące temu w tanich liniach, więc nie bardzo da się zwrócić. A poza tym ja bardzo chcę żeby wreszcie choć raz Mama do mnie przyjechała. Ani razu nie była w Finlandii, więc może choć do Szwecji się wybierze. A znając ją jakby teraz odwołali to długo bym czekała aż by się znowu zdecydowała na podróż.
10.
rozie napisał(a):
24 października 2008, 20:08:31
No już nie róbcie megapodróży z wyjazdu do Szwecji. Może to szczecińskie zboczenie, ale Szwecja jest bliżej niż Bieszczady. ;)
11.
Agnieszka napisał(a):
24 października 2008, 20:11:54
No to właśnie wszystko zależy od punktu patrzenia :-) Dla mojej Mamy jest to już daleka wyprawa. Nie każdy mieszka w okolicach morza :-) Moja Mama ostatnio widziała je kilkanaście lat temu ;-)
12.
matylda napisał(a):
27 października 2008, 23:27:40
wspułczuje rodzicom ze wiedzom o takim ponizeniu sie
13.
Agnieszka napisał(a):
07 listopada 2008, 16:38:49
@matylda: wolę takie poniżenie niż inne, wynikające z braku znajomości ortografii ;-)
Dodaj komentarz: