Poniedziałek

17 listopada, 2008

Czasem w życiu przychodzi taki dzień jak poniedziałek. Przed nim następuje z reguły niedziela, która bywa, że obfituje w wydarzenia. Nie inaczej było i tym razem, choć wydarzenie było jedno.

Był to mianowicie sms od mojej szefowej, w którym wyraźnie napisała, że nie muszę dziś iść do pracy! :-) Tzn. oczywiście, że muszę iść wieczorem po dzieci, itp. Ale nie muszę wstawać o 5:20, żeby zdążyć na autobus o 6:25, żeby zdążyć na metro około 6:53, żeby zdążyć na autobus o 7:33 (jeżdżący raz na godzinę), żeby zdążyć do domu na końcu świata przed godziną 8, zanim gospodarze wyjdą do pracy nie zostawiając mi kluczy. Czyż to nie jest fantastyczna wiadomość?! Dla mnie była. Tym bardziej, że dzięki temu mogłam się wyspać do 9 z minutami, poleniuchować w łóżku chwilę, zjeść śniadanie inne niż płatki na mleku (po których ostatnio mocno nie najlepiej się czuję, ale cóż zrobić - to najszybsze śniadanie jakie znam), wyprysznicować się odpowiednio długo w odpowiednio ciepłej wodzie i popatrzeć przyjaźniej na świat. I mimo, że w planach na teraz mam jeszcze sporo pracy przed wyjściem do pracy, to jednak mam pełną świadomość, że w tej chwili jestem szczęśliwa. Nawet jeśli w tym tygodniu będę nieco uboższa, to jednak szczęśliwsza. Coś za coś, prawda?

Dziś wybieram szczęście :-D

Komentarze do wpisu "Poniedziałek":

1. maoam napisał(a):
17 listopada 2008, 13:41:58

Ojej, ja to na poniedziałki umiem tylko marudzić. A u Ciebie takie niespodzianki. :)

2. Agnieszka napisał(a):
17 listopada 2008, 14:21:07

Ja też umiem marudzić, ale jednak cuda się zdarzają ;-) Mam tylko nadzieję, że ten cud nie oznacza, że zostałam wywalona z pracy ;-)

Dodaj komentarz: