Choram

27 listopada, 2008

No i dopadło mnie. Latając z jednego miejsca w drugie, w jesiennej kurtce, przy padającym śniegu, itp itd, dorobiłam się przeziębienia.

Jak na mnie to dość poważnego, skoro z własnej woli zostałam dziś w domu. Czuję się słabo, wręcz mizernie, ale ciągle mam nadzieję, na poprawę sytuacji. Korzystając z dnia wolnego chciałam nadrobić masę zaległości, posprzątać u siebie, poczytać coś, może wreszcie rzucić okiem na doktoracik, czy poszukać intensywniej pracy. A wynik jest taki, że leżę pod kocem, wypiłam herbatę (i nie mam siły zrobić następnej), zjadłam śniadanie i dziękuję Istocie Wyższej za posiadanie zmywarki, dzięki czemu nie muszę zmywać. Tyle rzeczy chciałam, a na nic nie mam siły. I po co mi taki dzień wolny?! Sumienie mnie gryzie tylko, że mogłam iść i zarobić co nieco zamiast się wylegiwać na kanapie. Czy to zawsze tak jest, że gdy ciało choruję to wnętrze nie bardzo? Mam wrażenie jakbym składała się z dwóch niezależnych istot - tej chorej cieleśnie, która nie ma siły na nic i która marzy o śnie oraz z tej wewnętrznej, która nie ma nic wspólnego z choróbskiem, za to dręczy mnie wyrzutami sumienia i "kopie" abym poszła coś porobić, zamiast marnować czas. Obie mają racje, ale żadna z nich nie jest w stanie wygrać z tą drugą. Gdy kładę się żeby się przespać, coś mi mówi, że tyle już spałam i że tyle jest do zrobienia, że nie powinnam spać. Efekt - nie mogę zasnąć. Gdy biorę się do pracy, łapię ścierkę i zaczynam coś tam w kuchni wycierać, ogarnia mnie taka niemoc, że marzę tylko o łóżeczku, lub chociaż krześle. Walka wewnętrzna trwa.

Komentarze do wpisu "Choram":

Jeszcze nie ma żadnych komentarzy. Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz: