"Uda Ci się!", "Dasz radę!", "Wierzę w Ciebie!"... Typowe okrzyki zagrzewające do "walki". "Wiem, że na pewno dobrze Ci poszło", czyli tekst po "walce". Skąd w ludziach tyle wiary w moje siły? Czemu ja tego tak nie odbieram? Dlaczego czuję, że poszło mi kiepsko, skoro wszyscy wokół wiedzą, że jest super? Czy to zwykły brak wiary w siebie?

Dziś kolejna osoba "wiedziała lepiej" jak mi poszedł egzamin na kurs językowy na Uniwersytecie. Skąd w nich wszystkich taka wiara w moje siły? W sumie to dzisiejsza osoba zna mój poziom, ale nie ma pojęcia jaki jest poziom na Uniwerku, więc skąd wie, że moja wiedza wystarczy? A może to tylko słowa? Może po prostu "tak się mówi" i już? Tylko wtedy dlaczego tak mówią również moi najbliżsi? Przecież oni nie muszą mi kadzić (a może muszą??). Chciałabym mieć choć odrobinę tej wiary w siebie, ile mają ludzie dookoła we mnie. Każdy wie, że sobie dam radę. Każdy wie, ze poradzę sobie z tym czy z tamtym. Czemu ja tego nie wiem? Czemu ciągle boję się podjąć jakieś działanie? I to nawet nie dlatego, że boję się porażki, tylko dlatego, że mam świadomość, że wiem za mało. A może to to samo?

Co jakiś czas ludzie mówią mi, że się marnuję. Że umiem to czy tamto, że znam się na czymś. Skąd oni to wiedzą? Skąd ta pewność, że sobie poradzę? Czy naprawdę tylko ja mam poczucie, że to będzie katastrofa? I skąd nagle tyle pytań w mojej głowie? Czyżby zostawienie mnie samej na parę chwil owocuje burzą mózgu? Chcę zrobić coś na miarę własnych sił. Tylko skąd mam wiedzieć jak duże są to siły? Czy mam się opierać na własnych poglądach na moje możliwości (i zapewne nie osiągnąć nic w życiu) czy też zaufać innym (i stłuc sobie tyłek spadając z wysokiego konia)? Co jest lepsze? Świadomość porażki po tym gdy się spróbowało czy też świadomość, że się nie spróbowało ale też nie poniosło porażki? I ile razy jest człowiek w stanie znieść świadomość porażki? Oraz kiedy wreszcie ktoś wynajdzie maszynę czasu, żebym mogła się cofać w czasie i zmieniać podjęte decyzje, żeby te porażki były jak najmniejsze...

I to jest prezent, który bym chciała dostać. Maszyna czasu. Albo maszyna do podejmowania właściwych decyzji. Bo jak tak dalej pójdzie to moje życie będzie li tylko i jedynie jednym wielkim pasmem porażek lub decyzji o nie podejmowaniu ryzyka. I w efekcie do niczego jednak nie dojdę.

Komentarze do wpisu "Wiara w siebie, wiara w ludzi...":

1. cloudik napisał(a):
03 grudnia 2008, 21:53:34

Po części obstawiałam brak wiary w siebie, po części "obiektywna" ocena sytuacji. A po prawdzie to jeszcze typowo polskie "marudzenie", ale nie takie stricte negatywne. Po prostu jakoś we krwi mamy przejmowanie się wszystkim zamiast typowo amerykańskiego "Wszystko będzie dobrze". No i w końcu jesień - chandra itd. ;)

Szczerze to wątpię, żeby to na ile innym się wydaje, że wiemy pokrywało się znacznie z tym co naprawdę wiemy. Po prostu to się nazywa sprawiać dobre wrażenie. Co też nota bene można wykorzystać.

A co do reszty - każdy w życiu chociaż raz dał ciała (by nie ująć tego bardziej dosadnie). I z tym też trzeba nauczyć się żyć.

"Been there, done that".

Także uszy do góry i proponuję jakoś przetrwać ten gorszy okres :)

2. Slavo napisał(a):
03 grudnia 2008, 23:56:37

A mnie takie rzeczy wnerwiają i zawsze jak ktoś zacznie bredzić, karzę mu natychmiast przestać. Tak jakby znał lepiej mnie niż ja sam.

3. Agnieszka napisał(a):
05 grudnia 2008, 18:37:20

@cloudik: Szkoda, że ta chandra trwa już jakiś czas... nieco dłużej niż sama jesień... można by rzec, że stanowczo za długo ;-)
Poza tym niestety nie zawsze chodzi o dobre wrażenie. Ciężko sprawiać wrażenie np. na egzaminie pisemnym. Ale fakt, zawsze trzeba próbować i się nie poddawać, co też niniejszym czynię ;-)

@Slavo: Mnie też właśnie denerwuje to, stąd też po części tekst. Może ktoś (ktokolwiek, nie piję tu do nikogo konkretnie) wreszcie przejrzy na oczy i przestanie "pocieszać" czy podbudowywać. Zdecydowanie bardziej wolę gdy ktoś uwierzy mi, że nie poszło tak dobrze i wypowie inną formułkę, typu "następnym razem będzie lepiej" czy "nie przejmuj się, będą inne możliwości" albo "widać nie tak miało się potoczyć". W końcu najczęściej po fakcie już niczego nie zmienię ;-)

4. Martin napisał(a):
06 stycznia 2009, 03:35:37

"Wierze w ciebie!", "dasz radę", "uda ci się"...Typowe slogany, którymi się karmi znajomych, bliskich, rodzinę. Slogany, bo mówiące o wierze, mające na celu wzmocnienie w nas pewności siebie ale wypowiadane bez wiary, lub i oraz bez należytej wiedzy o zaistniałej sytuacji czy rzeczywistości. A skoro tak to nikt, choć średnio inteligentny, w nie nie uwierzy. Dlaczego stosuje takie małe środki rodzina, bo o znajomych nawet nie wspomnę. Ponieważ slogan dobrze się sprzedaje i daje złudzenie dbania o osoby bliskie.

Gdybym miał maszynę czasu i wrócił do momentu, gdy studiowałem, powiedziałbym swojemu młodszemu ja:

Świadomość popełnienego błędu jest zawsze mniej bolesna niż świadomość jego nie popełnienia w sytuacji nieświadomości, że okaże się on błędem.

Brak wiary w dobrze wykonaną pracę może brać się z braku wiary w siebie, jednak może również ozanczać dążenie do perfekcji, a to uczynić z nas może ambitnych, pracowitych, rzetelnych.

Musisz wiedzieć, że nic w swoim życiu nie jesteś w stanie tak do końca, a może w ogóle, kontrolować, ale skoro już się o tym dowiesz będziesz mógł kontrolować wszystko.

Jeśli zapragniesz zbudować wieżę z kości słoniowej to najpierw uwierz, że ci się uda, a następnie zacznij swój projekt, krok po kroku, jednak pamiętaj, że aby budowa mogłaby zostać zakończoną nie pójdziesz do lasu prozmawiać z drzewami, nie pójdziesz na zabawę z przyjaciółmi, bo gdy to zrobisz nie ukończysz dzieła.

Pamiętaj, decyzje są zawsze dobre lub zawsze złe, bo to nasz stosunek tworzy nasze do nich nastawienie.

Jan Kochanowski osiągnął szczyty, dwór i wysokie sfery, jednak to spokojne życie na wsi u boku swojej ukochanej dało mu szczęście. Choć z drugiej strony to całokształt jego decyzji, jego życia, uczynił z niego wielkiego człowieka.

Powiedziałbym właśnie to sobie, gdybym się przeniósł w czasie, ale nie mam pewnośći czy bym siebie posłuchał:)

5. Agnieszka (znowu sama w domu) napisał(a):
13 stycznia 2009, 18:00:08

@Martin: Piękna wypowiedź. Szkoda, że nie napisałeś tego wcześniej, jakieś... 4 lata wcześniej, gdy zaczynałam doktorat. Albo jakieś 11 lat temu, gdy szłam na studia. A najlepiej to w ogóle 15 lat temu, gdy wybierałam liceum (o ile się nie pomyliłam w matematyce, bo z tego zawsze byłam kiepska ;-)). Pewnie bym nie posłuchała, ale może zasiałoby to we mnie ziarnko niepewności i może teraz moje życie by inaczej wyglądało. A tak to w dalszym ciągu szukam siebie, szukam swojej drogi przez życie i szukam czegoś, co sprawiłoby że będę szczęśliwa. ;-)
Piękne i mądre słowa pojawiły się na moim blogu. Od razu widać, że nie ja jestem ich autorką ;-) Ale miło mi, że wybrałeś mój blog, żeby to napisać. Teraz nauczę się tego na pamięć i może następne decyzje będą mądrzejsze :-) (totalnie bez ironii to piszę, a z całym podziwem i szacunkiem).

6. Agnieszka (znowu sama w domu) napisał(a):
13 stycznia 2009, 18:01:06

P.S. Egzaminu nie zdałam, dostałam 2- a od 2 przyjmowali. Tak więc jednak ja wiedziałam lepiej... Za kilka miesięcy następna próba, oby udana :-)

7. Weronika napisał(a):
21 grudnia 2009, 16:12:36

Chce powiedziec, ze ja nigdy nie wierzylam w siebie i mialam pelno kompleksoew-za duzy nos, za male piersi. ...wynikalo to z dokuczania innych osob i tez z bardzo krtycznego patrzenia na siebie., Jednak kiedy pojechalam do Niemiec, zrozumialam ze jestem ladna. W porownaniu z Niemkami bylam pierwszy raz lokalna pieknoscia i nawet szefowie firm mi sie klaniali...ja bylam oniesmielona ta reakcja, ale wszystcy mi mowili, ze jestem piekna...kiedy znow przyjechalam do Polski, znow uslyszalam to obgadywanie, ze ta ma za krotkie nogi, ta zniszczone wlosy...i znow spadlam na ziemie...nie wiem, moze inne nacje maja inne nastawienie-i patrza ogolnie-na dziewczyne i jej urode...u nas niestety mezczyzni smieja sie z malego biustu i inny rzeczy i dziewczyny tez obgaduja kolezanki, wiec my ciagle jestesmy sflustrowani i nieszczesliwi, bo czujemy sie ciagle obgadywani...

8. agnieszka napisał(a):
21 grudnia 2009, 16:47:53

Bo Polacy już tak mają, że są wiecznie niezadowoleni i chcieliby lepiej. A czasem się nie da, lub nie warto. Ostatnio moim hasłem przewodnim stało się powtarzane mi przez całą ciążę "tak ma być". Więc widać skoro tak jest to tak miało być ;-)

Dodaj komentarz: