Podstawówka

13 stycznia, 2009

Oj dawno się nie odzywałam i sporo w tym czasie się zmieniło. Nie wiem czy wszystko na dobre, ale chyba lepiej jak się zmienia niż jak ciągle tkwi w martwym punkcie. Z najciekawszych zmian ostatnio to chyba ta zawarta w tytule, a mianowicie - zaczęłam podstawówkę ;-)

Brzmi głupio, prawda? A jednak to prawda. Wróciłam do szkoły. Do podstawówki. Szwedzkiej podstawówki dla dorosłych. Zważywszy na fakt, iż jednocześnie piszę doktorat, to całkiem nieźle to brzmi ;-). W szkole mojej podstawowej mam całe 3 przedmioty - szwedzki jako drugi język, literaturę szwedzką oraz WOS. Takie sobie wybrałam i takie mam. Punktowo (bo tu za każdy kurs dostaje się odpowiednią ilość punktów, ale może o systemie szkolnym napiszę kiedy indziej) wychodzi mi, że uczę się w pełnym wymiarze godzin, czyli dostaję 400 punktów na semestr.

Oprócz tego mam też kurs na Uniwersytecie. Będę się uczę się jak uczyć innych języków (zwłaszcza angielskiego, bo to język wykładowy będzie). Przy okazji zaliczę sobie to jako kurs pedagogiczny (na wszelki wypadek) i potem będzie jak znalazł gdy zechcę pracować w szkole (o ile zechcę). I niewielkim problemem jest dla mnie fakt, iż kursy te zazębiają mi się godzinowo a sale wykładowe oddalone są od siebie o jakieś 40 minut pociągo-metrem. Muszę coś wymyślić, bo nie mam ochoty rezygnować z żadnego z tych kursów. Musi się udać, jakoś. Bo tak i już.

W związku z podjętymi studiami i szkołą (oba w pełnym wymiarze, więc niejako na 2 etaty lecę) chyba przyszło mi zrezygnować z pracy. Co jest smutną wiadomością, bo długo jej szukałam i teraz mi szkoda. Ale nic nie poradzę na to, że uczę się dziennie, od samego rana do popołudnia (w sumie co prawda godzin mam nie za wiele - 6 szwedzkiego, 2 literatury, 4 WOS i 5 na Uniwerku, więc 17 w sumie w tygodniu, ale jakoś tak dziwnie tu liczą to wszystko) i nie bardzo mogę jeździć na drugi koniec miasta na 8 rano (szkołę zaczynam o 8:30) i sprzątać mieszkania do 15 (skoro ciągle wtedy jestem w szkole). Jednak nie opuszcza mnie nadzieja, że moja szefowa coś wymyśli. W końcu ona mnie też potrzebuje... prawda? :-(

A teraz, tym optymistycznym akcentem, kończę i idę przeczytać kilka czytanek, porobić ćwiczonka i w ogóle odrobić lekcje na jutro, bo z taką ilością materiału jaką nam dają to w życiu nie skończę tej szkoły, jeśli nie przestanę siedzieć w sieci. Bo to przecież tylko ja jedna mogłam wpaść na pomysł, by skończyć podstawówkę w pól roku, robiąc jednocześnie kursy magisterskie na Uniwerku, pisząc doktorat, usiłując pracować i prowadząc dom... Czyż nie?

Miłego Roku wszystkim życzę!

Komentarze do wpisu "Podstawówka":

Jeszcze nie ma żadnych komentarzy. Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz: