Krew
09 lutego, 2009
Brzmi drastycznie, a i temat dość poważny. Sprawa, która mi zajmuje kilkanaście/kilkadziesiąt minut raz na 4 miesiące, a dla kogoś innego może być kwestią życia. Dawstwo krwi. Od wczoraj oficjalnie mogę się zaliczać do szacownego grona ludzi, którzy oddali część siebie dla innych. Może ktoś pomyśli, że to głupie - chwalić się tym publicznie, ale dla mnie to ważne. O tyle ważne, że dopiero tu, w Szwecji, pozwolili mi oddać krew. W Polsce uważali, że może to stanowić zagrożenie dla mojego zdrowia, więc nie wolno mi było. Tutaj mniej się bali, za co jestem im wdzięczna!
Całość procedury nie jest skomplikowana, lecz nieco czasochłonna. Polega na tym, że trzeba się zarejestrować, podpisać kilka papierków, opowiedzieć o swoim stanie zdrowia itp, oraz oddać trochę krwi do przebadania. Dopiero potem, jakieś 4 tygodnie później, idzie się i oddaje krew właściwie. I właśnie w sobotę był ten dzień. Dzień właściwego oddania krwi. Utoczyli mi jej prawie pół litra, co ponoć jest sporą dawką jak na polskie standardy, a normalną tutaj. Inne różnice to to, że mogłam do woli jeść i pić z podręcznego bufety, bo przecież muszę się zregenerować po wszystkim. I na koniec pozostaje możliwość wybrania drobiazgu - "nagrody". Nie są to jakieś super wielkie prezenty, ot książka, skarpety z kropelką krwi, jakiś t-shirt albo kubek. I nie dają tu czekolady, jak to się dzieje w Polsce. Za to traktują jak kogoś wyjątkowego, kogoś kto przyczynił się do uratowania innemu człowiekowi życia. Choć z drugiej strony może powinnam inaczej to określić - traktują Cię tu jak człowieka. Przemiły personel przynosi soczki, pytają czy wszystko ok, czy dobrze się czujesz gdy krew spływa do woreczka. A i potem też co chwilę dopytują się czy niczego nie potrzeba. Przesympatycznie. No i to poczucie własnej wartości - to chyba jest najfajniejsze. Poczucie, że się zrobiło coś dobrego dla kogoś innego. Piękne uczucie. Polecam każdemu!
Komentarze do wpisu "Krew":
1.
Dariusz Gadomski napisał(a):
09 lutego 2009, 13:29:51
Nie jest taką sporą dawką. Standardowo w Polsce oddaje się 450 ml krwi pełnej bądź 600 ml osocza. Jeśli chodzi o "jakość" obsługi - mam same miłe wspomnienia. Zarówno z mojego rodzinnego miasta, jak i tego w którym mieszkam obecnie. Ciągłe pytanie o samopoczucie, wspólna rozmowa i żarty z pielęgniarkami - to wszystko coś normalnego. A co do bufetu - obowiązkowe czekolady, do tego kawa/herbata i kanapka :) I to wszystko w Polsce :) W każdym razie gratuluję przeżycia :)
2.
Agnieszka napisał(a):
09 lutego 2009, 13:42:10
@Dariusz: Widać mam całkiem przestarzałe wiadomości, gdyż z tego co mi mówiono kobiety oddawały 250 ml krwi. I bardzo się cieszę, że w Polsce też jest tak milusio :-) Mi nie pozwalali oddawać w Polsce, więc nie wiem jak to wygląda z własnego doświadczenia. Jedynie opowieści mi zostały... Ale przeżycie jest i to spore :-) Następne takie już w czerwcu :-)
3.
Rebel napisał(a):
09 lutego 2009, 16:41:32
chciałem tylko napisać "fajny szablon". A gdzie "o mnie - about?" ;] pzdr.
4.
Czyżak napisał(a):
09 lutego 2009, 16:43:24
Czekać 4 tygodnie żeby oddać krew? Za pierwszym razem zajęło mi to jakieś 2 godziny, a dzisiaj tylko 30 minut, więc nie jest to wcale takie czasochłonne jak by mogło się wydawać. Jednak w Szwecji to długo się na to czeka.
5.
Agnieszka napisał(a):
09 lutego 2009, 17:13:44
@Rebel: Nie widzę sensu w tworzeniu specjalnego działu, skoro cały blog jest o mnie ;-) A szablon nie mój, ale też mi się podoba ;-)
@Czyżak: Owszem, czekać 4 tygodnie, żeby zbadali czy moja krew się nadaje. Czy nie mam HIV, żółtaczki, nie jestem w ciąży i jeszcze paręset innych badań. Żeby mnie niepotrzebnie nie fatygowali później, bo szkoda i mojego i ich czasu, sprzętu i zdrowia. A tak wiedzą na czym stoją i z głowy.
Dodaj komentarz: