Językowo

17 lutego, 2009

Kiedy zaczynałam się uczyć angielskiego nikt mi nie powiedział, że powinnam myśleć w tym języku, żeby się go nauczyć. Teraz to wiem, ale wtedy, daaawno temu, nikt mi tego nie powiedział. Może gdybym miała taką świadomość, nauka szła by mi lepiej. Jednak było jak było. Teraz jestem mądrzejsza w tę wiedzę i wcale nie wiem czy to jednak był taki dobry pomysł. Owszem nauka idzie nieco szybciej, ale...

Właśnie - ale. Wiedzę wykorzystywałam przy nauce hiszpańskiego, a obecnie przy nauce szwedzkiego. Gdy zastanawiam się co zrobić na obiad, staram się formułować myśli po szwedzku. Gdy wymyślam sobie jakieś sytuacje z życia wzięte i to jak bym się zachowała czy co powiedziała (sposób na pokonywanie nieśmiałości - warto, polecam!), staram się to robić po szwedzku. No i nie jest tak źle, czasem nawet wydaje mi się, że "mówię" poprawnie. Wydaje mi się, bo nie ma mnie kto poprawiać w mojej własnej głowie. Ale przynajmniej się staram...

I co mi z tego przyszło? Ano tyle, że gdy zaczynam myśleć w jednym języku to już się na nim skupiam. I skupianie ma ogromną wadę. Otóż nie jestem w stanie szybko przejść na inny język. Co przez to rozumiem? Ni mniej ni więcej tylko to, że gdy nagle, w trakcie moich rozmyślań, ktoś się do mnie odezwie w innym języku, nie jestem w stanie szybko zareagować. Przykładowo gdy na kursie rozmawiamy po szwedzku i ktoś nagle ktoś zagada do mnie po polsku czy angielsku, nie jestem w stanie się przestawić. Zwyczajnie głupieję. I muszę mieć przy tym baaaardzo inteligentny wyraz twarzy, bo reakcja odbiorcy jest jednoznaczna. Albo powtarza pytanie, patrząc jak na idiotkę, albo czeka aż się opanuję, albo daje mi spokój i zagaduje inną osobę, wciąż patrząc na mnie jak na ćwierćmózga. A ja? Ja w tym czasie szybko próbuję pokonać pustkę w głowie, określić w jakim języku ten ktoś do mnie mówi, wymyślić odpowiedź i spróbować sformułować ją w odpowiednim dla pytania języku. Niby proste, ale jednak czasochłonne. Niewiele jest osób, które spokojnie poczekają aż się opanuję, chyba że nikt inny dookoła poza mną nie jest w stanie odpowiedzieć. Muszę przyznać, że głupio się czuję w takiej sytuacji, ale nic nie potrafię z tym zrobić.

Z drugiej strony, po całym dniu myślenia w jednym języku, ciężko jest mi się przestawić na inny. W tej chwili np. powinnam pisać (a właściwie piszę, bo jestem w trakcie, tylko chciałam się podzielić swoim spostrzeżeniem, zanim znowu mi umknie i nie będzie kolejnego wpisu) podsumowanie z piątkowych zajęć na uniwersytecie. Z zajęć w języku angielskim, więc i raport musi być w takowym (choć prowadzi szwedka, więc by pewnie zrozumiała). Problem tkwi w tym, że po dość intensywnych zajęciach z literatury szwedzkiej, mam pewne problemy w formułowaniu zdań po angielsku. Ciągle na myśl przychodzą mi szwedzkie zwroty i muszę sprawdzać w słowniku jakie są ich angielskie odpowiedniki. Męczące zajęcie.

Pragnę doczekać dnia, gdy wszystkie znane mi języki "wskoczą" do swoich przegródek w moim mózgu i przestanę mówić językami, a zacznę językiem. Obawiam się tylko, że przyjdzie mi długo czekać, o ile w ogóle przyjdzie kiedyś taki czas...

Komentarze do wpisu "Językowo":

1. thot22003 napisał(a):
17 lutego 2009, 18:21:22

czytanie literatury tez duzo daje ;) chociaz na pocatku duzo sie siedzi ze slownikiem... :P
kiedy zaczelam sie uczyc jezyka wloskiego mialam 2 lektorow. przez pierwszy rok wykladowca staral sie nas nauczyc gramatyki i slownictwa. nie wyszlo :D nowy nauczyciel okazal sie duzo lepszy bo wymyslil nauke jezyka mowionego. wloski jest jezykiem gdzie jest wiele odmian. dlatego jest trudno. wiec zajecia polegaly tylko na rozmowach miedzy soba, gramatyka byla zadawana do domu. na zajeciach mielismy tematy do rozmow. kiedy ktos nie znal slowka zostalo zapisywane na tablicy ale trzeba bylo samemu odmienic juz ;) w ten sposob szybko nauczylismy sie rozmawiac bez zastanawiania sie jaka koncowka w ktorej osobie i w jakim rzeczowniku ;)))

2. l00natyk napisał(a):
17 lutego 2009, 21:22:30

Hehe, no ja mam podobny problem. W sieci przez ostatnie lata bardzo mało polskiego używałem i gdy siadam przed kompem to mi ciężko coś sklecić po naszemu. Po angielsku z kolei praktycznie nie mówiłem i wycieczka do głupiego KFC jest problemem gdyż myślę po naszemu i trzeba mi wszystko co najmniej raz głośno i wyraźnie powtórzyć bo z zaskoczenia zupełnie nie jarzę.

3. Kucyk napisał(a):
18 lutego 2009, 01:26:06

A co do metody na niesmialosc, to jej uzywam i to nieswiadomie:). Czasem tak mam, ze analizuje sobie sytuacje i swoje zachowania lub po prostu kreuje nowe. To naprawde pomaga, bo bazuje pozniej na tych schematach, co dodaje pewnosci siebie. Proboje teraz to przeniesc na jezyki obce:). Prze de mna matura. Pisemna na luzie, ale rozmowa idzie mi topornie:).

4. Agnieszka napisał(a):
21 lutego 2009, 23:05:07

@thot22003: Całkiem niezły sposób. W szwedzkim co prawda nie ma aż tyle odmieniania, bo chyba tylko przez czasy, więc nie przeszłoby raczej. A czytanie jest w miarę ok. Zwłaszcza jak w tym samym momencie słuchasz audiobooka. Polecam, świetnie uczy wymowy dziwnych słów.

@loonatyk: Świetnie Cię rozumiem... Choć ostatnio coraz częściej wydaje mi się, że mówienie idzie mi coraz lepiej. Za to uwsteczniam się z pisaniem po szwedzku - jakoś nie bardzo mam gdzie trenować ;-)

@Kucyk: Takie wymyślanie rozmowy i przetwarzanie możliwego rozwoju sytuacji na wiele sposobów wytwarza w człowieku odruchy i to dobrze. Dasz radę, matura nie jest taka straszna ;-) I wiem, na pewno wszyscy dookoła Ci to powtarzają, ale to prawda. Miej świadomość a wręcz przekonanie, że wiesz o czym mówisz i nie daj sobie wmówić, że jest inaczej. Powodzenia!

5. l00natyk napisał(a):
01 marca 2009, 07:24:11

@agnieszka hmmmm, zrozumiesz jeszcze lepiej jeśli wspomnę że ten angielski jest w wersji 'norn iron' :D

6. Agnieszka napisał(a):
04 marca 2009, 16:21:47

@loonatyk: No tak, to wiele wyjaśnia ;-)

Dodaj komentarz: