Kwiecień plecień

19 kwietnia, 2009

Jak to się czasem dziwnie w życiu plecie.. Niby wszystko jest ok, aż tu nagle się okazuje, że może być lepiej albo jeszcze lepiej. A potem z najmniej oczekiwanej strony nadchodzą problemy i stres. I za chwilkę znowu jest dobrze albo i lepiej. To pewnie ta osławiona równowaga w naturze, bo innej odpowiedzi nie widzę.

Cały kwiecień to pasmo przeplatających się niespodziewanych wydarzeń. Począwszy od zdania testu, do którego podchodziłam już wiele razy i zawsze była odpowiedź negatywna. Aż tu nagle... pewnego sobotniego poranka... pojawiła się upragniona druga kreska :-). I wtedy właśnie, gdy stresować się już nie wolno - łup - historia z bratostwem... Gdy to już się uspokoiło i jakoś wyjaśniło, to przyszedł czas na wyprawę do Teściów, co zawsze niesie ze sobą pewną dozę niepewności...

Potem już spokojnie wróciliśmy do domku i kolejna sprawa - jak tu pracować ciężko fizycznie w oparach chemicznych, gdy pod żołądkiem rośnie mały człowiek?! I kolejna przykrość - czas rzucić pracę, którą się właśnie zaczęło, dla dobra Maleństwa... Lepsze zdrowie, mniej pieniędzy, coś za coś... Na szczęście w głowie dojrzewa następny pomysł na zarobek i może tym razem coś z tego wyjdzie... :-) Zobaczymy.

A gdy już wydawało mi się, że niespodzianki na ten miesiąc się wyczerpały, nastała kolejna sobota. I kolejna niespodzianka. I kolejna radość, która odbija się w prześlicznym diamencie na serdecznym palcu lewej dłoni. I tak oto, w ciągu jednego miesiąca, z kobiety "wolnej" jednoosobowej, nagle stałam się zaklepanym inkubatorem następnych pokoleń. I dobrze mi z tym. Szczęśliwa jestem! I może nie powinnam tego mówić głośno, bo cośtam, ale taka jest prawda. Jestem szczęśliwa! I nawet aktualne przykucie mnie do łóżka przez choróbsko nie zmienia tego stanu. Rośnie we mnie mały człowiek, koło mnie siedzi Mój Mężczyzna, z którym spędzę jakiś czas w stanie narzeczeństwa, a dookoła nas świeci słońce i świat się uśmiecha.

Życzę wszystkim choć jednego równie szczęśliwego dnia w życiu, jak moje co drugie soboty w kwietniu 2009. (i tylko kotów mi żal, bo w związku z potencjalną toxoplazmozą nie mogę wziąć biedy ze schroniska :-( )

Komentarze do wpisu "Kwiecień plecień":

1. Olik napisał(a):
19 kwietnia 2009, 15:50:30

Jeszcze raz wielkie gratulacje! Zwłaszcza z okazji zdanego testu ;) Jak zapewne się zorientowałaś dla mnie dziecko jest największym cudem świata :D

2. Agnieszka napisał(a):
20 kwietnia 2009, 14:05:15

@Olik: Dzięki! No ja mam nadzieję, że poza dzieckiem będzie istniał dla mnie jakiś świat... Wolę nawet nie myśleć o opcji "zamknięta sama z dzieckiem w 4 ścianach", bo oszaleję. Tymczasem wkurza mnie fakt, że nie istnieje coś takiego jak odzież dla puszystych kobiet w ciąży. Chyba przyjdzie mi spędzić lato i jesień w domu na goło... Ewentualnie zawinięta w koc, jak znajdę taki długi ;-)

3. zezowatamatylda@buziaczek.pl napisał(a):
24 czerwca 2009, 23:18:46

Cześć tu Matylda. Już piszę poprawnie. Trochę nie miałam dostępu do Internetu bo byłam w szpitalu. Takie tam problemy...
Tak czytam rożne zaległe blogi ale ten mnie zaskoczył. Chyba Wam się coś z kolejnością porobiło, albo może nie wiecie jak powinno być prawidłowo.

Najpierw ludzie się poznają, po jakimś czasie zaręczają, biorą ślub i płodzą potomstwo.

No chyba że za granicą jest inaczej.

PS. Ładnie już piszę ?:)

4. Agnieszka napisał(a):
25 czerwca 2009, 11:18:57

@Matylda: Piszesz już ślicznie, dziękuję, że się postarałaś :-) Przykro mi, że wylądowałaś w szpitalu, mam nadzieję, że już wszystko ok.
A co do kolejności... Cóż, czasem człowiek zachowuje się nieco nieortodoksyjnie i takie są skutki ;-) A my tylko odrobinkę nagięliśmy zwyczaje. Tym bardziej, że poznaliśmy się nie przez swatkę czy rodziców, a przez internet ;-) Różnie się dzieje na świecie, czas się do tego przyzwyczaić ;-)

Dodaj komentarz: