Wakacyjne zajęcia
21 czerwca, 2009
Z braku lepszych pomysłów zapisałam się na kursy wakacyjne. W końcu coś trzeba robić, a w obecnym stanie nikt mnie i tak nie zatrudni. Mając więc do wyboru siedzenie i nicnierobienie oraz produktywne wykorzystanie kilku(-nastu) tygodni wakacji, postanowiłam zapisać się na Uniwersytety i "uczęszczać" na zajęcia.
"Uczęszczanie" polega na włączeniu komputera, poczytaniu forów gdzie jest napisane co zrobić na następny tydzień oraz (oczywiście) na zrobieniu tego. I o ile jeden z kursów podoba mi się bardzo, o tyle wydaje mi się, że gdy wybierałam drugi, ktoś wyłączył mi mózg. Pierwszy to Web Design, czyli siedzę i dłubię w HTMLu i CSS i jak zdążymy to może czymś jeszcze. Zabawa jest fajna, tym bardziej, że z każdej niemalże strony mogę liczyć na pomoc uczynnych ludzi, którzy wyjaśnią mi, że wstawianie pdfa czy flasha nie jest tak trudne jak się może wydawać. Natomiast drugi kurs...
Drugim kursem jest HR, czyli Human Resources, czyli po ludzku nauka o zarządzaniu ludźmi. Kadrowa znaczy się. Z początku brzmi ciekawie, w końcu fajnie jest się dowiedzieć jak to wszystko działa w firmie, jak się dobiera pracowników, jakie są strategie, itp. Z początku... Bo później okazuje się, że to wcale nie o to chodzi. A o co chodzi, nie wiem. Nie jestem w stanie zrozumieć. Najpierw myślałam, że to kwestia brakujących słów w języku (bo oczywiście, uczę się tego w języku obcym, żeby było ciekawiej), ale to raczej nie to. Raczej chodzi o to, że nie łapię zupełnie o co w tym chodzi. Czytanie podręcznika jest torturą, artykuły wydają mi się totalnym bełkotem o niczym, itd. Zupełnie jak oglądanie wypowiedzi polityków i próbowanie zrozumienia o czym mówią. Nic, zero, kompletna pustka. I nie ważne ile razy przeczytam artykuł, on nadal jest dla mnie o niczym. A współtowarzysze niedoli się zachwycają. Że to taki fajny kurs, że wszystko łatwo i klarownie opisane, że książkę łatwo zrozumieć, że ach i och. I zwątpiłam. W siebie i w swoją inteligencję. Bo dla mnie naprawdę nie ma różnicy między strategic HRM a HR strategy w opisach. Językowo owszem, widzę, że to nie to samo, ale jaka jest różnica w znaczeniu?! Koszmar... I to koszmar, z którego nie mogę się wyplątać, jeśli chcę dostać stypendium, a co gorsza muszę przetrwać aż do 33 tygodnia, czyli do połowy sierpnia, kiedy to mam z tego egzamin. Egzamin z bzdur, który muszę zdać, albo kasa do zwrotu! Z kimś musiałam się na rozumy pozamieniać, gdy wybierałam ten kurs...
Komentarze do wpisu "Wakacyjne zajęcia":
1.
konieckropka napisał(a):
21 czerwca 2009, 18:02:48
Czemu wyłączył mózg? Oba są w miare ciekawe!
A każdy może się zapisać? (skoro przez internet?).. .jakiś link? :]
2.
Agnieszka napisał(a):
21 czerwca 2009, 18:41:11
http://studera.nu
Każdy chyba może się zapisać, bo mam na kursie ludzi z Chin też, ale nie jestem pewna czy nie trzeba mieć szwedzkiego numeru PESEL do tego. No i zapisy były bodajże do 15.04 czy jakoś tak. Teraz są późne zapisy na semestr jesienny, czyli dobór tam gdzie brakuje chętnych ;-)
Też wydawało mi się, że oba są ciekawe, ale teraźniejszość zmodyfikowała mój osąd - HR jest koszmarny. ;-)
3.
konieckropka napisał(a):
21 czerwca 2009, 18:42:12
Ahh..no to jak po szewcku to jest, to ja podziękuję ;) Myslalem ze po polsku, albo chociaz po angielsku... :) No ale.. .powodzenia ;)
4.
Agnieszka napisał(a):
21 czerwca 2009, 18:43:50
Kurs jest po angielsku, strona w sumie też, jeśli się kliknie na górze i zmieni język ;-) W kursach po polsku nie brałam udziału od... hmm... jakichś... 6-7 lat...
Dodaj komentarz: