Buty

27 września, 2009

Jako, że jesień już pełną gębą to nastał czas na kupno jesiennego obuwia. Wszystkie posiadane przeze mnie "jesienno-wiosenne" pary mają już swoje lata i jako takie przeciekają. Najzwyklej w świecie biorą wodę i trochę mało jest to praktyczne. Postanowiłam więc kupić nowe. A właściwie sytuacja mnie zmusiła (i Mój Mężczyzna, który też sobie kupował buty na jesień). Problemem jest, że nie każde buty mi się podobają i nie w każdych bym chodziła. Rozpoczęło się więc polowanie...

But jesienny po pierwsze musi być wodoszczelny. Co oznacza, że moje ulubione zamszaki odpadają w przedbiegach... A więc skóra. No to przynajmniej to jest ustalone. Dalej... powinny się jako tako prezentować. To się da załatwić, zwłaszcza wiedząc jaki styl mnie interesuje ;-) No i na końcu - muszą być wygodne. Tu już zaczyna się problem poważniejszy, bo co znaczy wygodne? To znaczy, że muszę je móc włożyć na nogę i chodzić powiedzmy przez... cały dzień? Czy ktoś zna takie buty? Otóż mi się wydawało, że znam. Nazywają się Martensy (Dr Martens) i całe życie marzyłam o takich. Co więc stało na przeszkodzie, żeby sobie sprawić? Teoretycznie nic... A jednak...

Otóż w piątek, po długich bojach, stałam się posiadaczką niesamowicie drogich butów typu "Ósemka Martensa". Kolor nie jest bez znaczenia... są one mianowicie... żółte :-) Takie właśnie jak te tutaj. Tylko, że jak się okazuje posiadanie ich to nie jest to raj ani szczyt rozkoszy, jak to sobie wyobrażałam :-( Otóż problem tkwi jak zawsze w szczególe. Szczegół jest drobny, acz uciążliwy, mianowicie buty te są za ciasne na mnie! Jak to się stało? Historia jest krótka: poszliśmy do sklepu i niestety zdążyliśmy wejść na jakieś pół godziny przed zamknięciem. Poprzymierzałam kilka par, jedne urzekły mnie wyjątkowo mocno, ale cena zwaliła z nóg, więc odpadły. No i zostały te. Ale do przymierzenia były w rozmiarze 5, a ja potrzebuję 6. Jako, że pani już zamyka, to mogę przymierzyć te obok - bordowe, które są "identyczne". No te były za duże, zdecydowanie. Skoro identyczne są za duże to pewnie te będą dobre. Na odczepnego przymierzyłam jeden z pary, którą chciałam kupić i okazuje się, że wcale nie są takie identyczne, bo są za małe. Ale "to skóra, więc się rozciągnie i będą dobre!". Drugiego już nie przymierzyłam, zapłaciliśmy i wyszliśmy. W domu spróbowałam założyć oba, bo przecież jakoś rozchodzić je muszę. Taaa... założyć... oba... Prawy wcisnęłam na siłę z bólem, lewy nie wszedł wcale. Decyzja - idziemy oddać z samego rana, albo wymienić na większe.

Dzień następny (sobota) okazał się niespodziankowy - nie można wymienić, bo nie mają większych. Nie można oddać, bo nie oddadzą kasy, co najwyżej mogą dać talon na inne buty. No to poprzymierzałam inne, ale w żadnych nie ma mojego rozmiaru. Cóż więc zrobić? Ustawowo mam 10 dni na wymianę, ale nie mogę wyjść w nich na dwór. Z resztą jak mam w nich wyjść, skoro nie mogę w nie wejść?! Pani w sklepie poradziła - sposób na reklamówkę. Jak nie możesz wejść w but, włóż na nogę reklamówkę i wtedy się zmieścisz! Proste, nie? W ten sposób but został wciśniętym na mnie, a właściwie ja (wśród bólu i jęczenia) zostałam wciśnięta w but. Ponoć na długość są dobre, więc reszta "się rozbije". Tylko muszę w nich chodzić po domu co najmniej godzinę dziennie... przez jakieś 2 miesiące... No to sobie kupiłam buty na jesień! Do zimy będę je rozchadzać, potem poleżą w szafie do wiosny aż znowu się okaże, że są za małe. A w tym czasie przepadnie mi szansa na oddanie ich, bo to tylko 10 dni przecież!. No ale czego się nie robi dla butów, nie? Obiecałam sobie, że jeśli przez te 10 dni od zakupu buty się nie rozciągną tak, żebym mogła w nich wyjść na dwór to idę i mają mi dać kupon na inne buty. Za drogo kosztowały żeby miały stać w kącie i przypominać mi o głupocie nie przymierzenia butów przed kupnem! Tymczasem więc siedzę w za małych butach i reklamówkach na nogach i szukam sposobu jak rozciągnąć buty w miejscu przyszycia języka do reszty.

Może ktoś z szanownych czytelników ma pomysł na to? Najlepiej bezinwazyjny (walenie młotkiem odpada, bo nie oddam ich potem już). A tak bardzo chciałam mieć wygodne Martensy w dziwnym kolorze :-(

Komentarze do wpisu "Buty":

1. ika napisał(a):
27 września 2009, 17:49:30

O rety %-) Sprzedaj na Allegro... One mają jakies kosmiczne ceny...

2. Agnieszka napisał(a):
27 września 2009, 17:55:26

@ika: No niestety na allegro sprzedać nie mogę, bo po pierwsze w Polsce będę dopiero koło Wielkanocy (Maleńkiej musimy paszport najpierw wyrobić, a to potrwa nieco) a po drugie tamtejsze ceny nijak się mają do tego ile tu zapłaciliśmy za nie... W sumie na allegro, przy dobrych wiatrach, mogłabym kupić dwie pary za cenę szwedzką :-(

3. ika napisał(a):
27 września 2009, 17:56:43

Aaaaaham... a ja uważam za nieprzyzwoite jak kupię sobie buty za 150 zł %-) Nie te progi ;-)

4. Agnieszka napisał(a):
27 września 2009, 17:58:10

No to chyba moje pierwsze buty powyżej 100 zł ;-) I od razu porażka... Chyba zostanę jednak przy trampkach po 20 zł...

5. ika napisał(a):
27 września 2009, 17:58:51

Na jesień to lepiej kaloszki, jak chcesz nieprzemakalne ;-)

6. Agnieszka napisał(a):
27 września 2009, 17:59:34

Kaloszki drogie, impregnowane trampki z futerkiem wydają się byc nieco tańsze ;-)

7. ika napisał(a):
27 września 2009, 18:02:29

Hehe... :-D To ja poczekam na bogatego sponsora, mnie się podobają te w kwiatki ;-)

8. Agnieszka napisał(a):
27 września 2009, 18:06:16

Te w kwiatki też fajne. Ale już całkiem super są najnowsze bordowe... Tylko cena... Miesięcznie tyle nie dostaję :-(

9. Kasia napisał(a):
27 września 2009, 20:35:12

myślę, że w martensach czułabym się troszkę jak w gipsie;) jednak dobre trekkingi to podstawa rock'n'rolla...

10. Agnieszka napisał(a):
27 września 2009, 21:00:58

Wydaje mi się, że jednak martensy mają dłuższą "żywotność" niż trekki, ale może się mylę.

11. Kasia napisał(a):
27 września 2009, 21:02:42

nie znam żywotności martensów, ale w moich ukochanych chirukach chodziłam ponad 9 lat i naprawdę były solidnie eksploatowane, bo poza stosownymi porami roku chodziłam w nich także latem po górach etc;)

12. Agnieszka napisał(a):
27 września 2009, 21:07:23

Czyli żywotność zbliżona. No ale to nic, na razie walczę z martensami. Na trekki może przyjdzie kolej jak z tymi nie wygram :-)

13. Kasia napisał(a):
27 września 2009, 21:09:34

no to trzymam kciuki;)

14. Szymon napisał(a):
28 września 2009, 00:11:56

kiedyś w celu przyspieszenia rozchodzenia buta lało się w niego denaturat ale w taki nowoczesny wynalazek to bym się bał ;p

@Ika, a gdzie można dostać buty za 150 zł Oo tyle do sandały kosztują... moje bundeswerki (jesienno-zimowo-wiosenne) kosztowały 300 + 60 zł za remonty bo się przecierały od środka.

15. Szymon napisał(a):
28 września 2009, 00:15:30

http://www.google.pl/search?q=buty+denaturat+prawid%C5%82a

16. Agnieszka napisał(a):
28 września 2009, 07:59:59

@Kasia: Dzięki ;-)
@Szymon: Słyszałam o tym denaturacie. Problem jedynie w tym, że potem ciężko by mi było w razie czegoś oddać te buty. Nie wiem czy nie farbuje na fioletowo, a na pewno śmierdzi przez jakiś czas - mogliby się zorientować, że coś jest nie tak... Daję butom czas do piątku, jak nie będę w stanie w nich wyjść "na miasto" to wracają do sklepu.

17. Kasia napisał(a):
28 września 2009, 14:58:04

Sorry, ale... gratuluję rozsądku przy zakupie (zwłaszcza tak drogich) butów.

18. Ika napisał(a):
28 września 2009, 15:01:51

Szymon: W sklepie lub na Allegro? ;-) Zależy od butów, ale w takich za 150 to już nawet trochę pochodzę (parę lat), bo te za 50 zł to po 2 tygodniach są na śmietnik

19. Agnieszka napisał(a):
28 września 2009, 15:19:35

@Kasia: Sama się zastanawiam co mnie podkusiło. Albo ciąża albo miłość do tych butów. Liczę na to, że odwdzięczą się jednak i będą pasować kiedyś...

@Ika: Te po 50 albo i tańsze czasem okazują się jednak nie takie złe. Mam takie jesienne z Deichmanna, kupione chyba ze 3 albo 4 lata temu, które dopiero teraz się rozpadły całkowicie.

20. Ika napisał(a):
28 września 2009, 21:47:34

Agnieszka: A i owszem Deichmann ma całkiem niezłe tanie buty. Da się w tym trochę pochodzić, ale już nasze CCC lepiej omijać z daleka, nawet jak cena z Deichmannem porównywalna to jakość duuuuużo gorsza.

21. Agnieszka napisał(a):
28 września 2009, 22:13:32

I ma jeszcze tą wyższość nad innymi sklepami, że można popatrzeć na niemieckiej stronie co mają w sklepie i mieć jakąś orientację czego się ewentualnie spodziewać.

Dodaj komentarz: