Trzeci tydzień
21 grudnia, 2009
Już tyle czasu jest z nami nasza mała córeczka, a ja nawet słowem o tym nie wspomniałam. Owszem, jest wpis na drugim blogu - tym o ciąży, ale może warto pochwalić się światu również tutaj ;-)
agnkoz@gmail.com
Już tyle czasu jest z nami nasza mała córeczka, a ja nawet słowem o tym nie wspomniałam. Owszem, jest wpis na drugim blogu - tym o ciąży, ale może warto pochwalić się światu również tutaj ;-)
Już tydzień minął a ja jeszcze ani słowem nie wspomniałam o tej ważnej dacie. 18.11.2009. Dzień, w którym minęło 5 lat odkąd zamieszkaliśmy razem.
Dawno nic nie pisałam, więc czas najwyższy coś wtrącić od siebie :-) Dziś będzie na poważnie, bo jakoś tak wyszło. Wpis zainspirowany weekendowym rozważaniem imprezowym oraz wczorajszym mailem od koleżanki. Tak, będzie o ślubach.
Nadciąga jesień. Jest już przyjemnie chłodno choć słońce nadal dość intensywnie świeci. Dni coraz krótsze, więc i wyspać się łatwiej. Szkoda tylko, że równie szybko zbliża się jesienne przemęczenie i doły humorowe. Ot, czas nostalgii.
Impreza trwa w najlepsze. Chłopaki przyszli się napić wódki na sposób polski i zjeść coś dobrego. Jako przerywnik w imprezie poszli pograć w Wii. A ja siedzę sobie samotnie w salonie i zastanawiam się co by tu porobić.
Czasem gdy człowiek ma za dużo czasu to zastanawia się nad różnymi pierdołami. Choć często te pierdoły nie są tak do końca bez znaczenia, ale jednak spokojnie można przejść nad nimi do porządku dziennego. Wczoraj brat przysłał mi filmik z TEDa i jak to zwykle bywa z tego typu filmikami skłonił mnie on do refleksji nad swoim życiem.
I jak zwykle po długiej ciszy następuje temat zastępczy ;-) Dziś na tapetę wchodzi komórka, czyli telefon. Obecny abonament mam do października, ale ponoć już teraz mogę go przedłużyć i wybrać nowy telefon. Właśnie... wybrać... Dajcie kobiecie w ciąży problem a będzie miała zajęcie na kilka, kilkanaście lub wręcz kilkadziesiąt dni ;-)
Najazdy Rodziców i Teściów wiąże się z różnymi ciekawymi spostrzeżeniami.
Z braku lepszych pomysłów zapisałam się na kursy wakacyjne. W końcu coś trzeba robić, a w obecnym stanie nikt mnie i tak nie zatrudni. Mając więc do wyboru siedzenie i nicnierobienie oraz produktywne wykorzystanie kilku(-nastu) tygodni wakacji, postanowiłam zapisać się na Uniwersytety i "uczęszczać" na zajęcia.
Skończyłam rok szkolny. Zaczęły się wakacje. I nagle (jak zwykle) okazało się, że nie mam co robić. Chyba faktycznie jestem pracoholiczką. Mam wakacje od wczoraj a już zaczyna mi brakować codziennej rutyny. To się powinno leczyć!