Miałam pomysł
27 stycznia, 2009
na wpis, ale mi się zapomniał. I tak oto będzie wpis bez sensu. Ale skoro mam tyle roboty, że aż nie chce mi się za nią zabierać, to czemu nie napisać czegoś i tu?
agnkoz@gmail.com
na wpis, ale mi się zapomniał. I tak oto będzie wpis bez sensu. Ale skoro mam tyle roboty, że aż nie chce mi się za nią zabierać, to czemu nie napisać czegoś i tu?
Ja wiem, że jestem tylko prostą nielegalnie pracującą sprzątaczką, ale wydaje mi się, że nawet takiej osobie należy się odrobina szacunku.
Wesołych Świąt wszystkim życzę! (o ile ktokolwiek to czyta). Z braku czasu wpisów nie ma, ale pomysłów mam tysiące, więc jak tylko będę mieć chwilkę to na pewno coś nowego się pojawi. A tymczasem: cudnych prezentów, świetnej atmosfery świątecznej (zwłaszcza po kapuście z grochem ;-)) oraz dużo zdrowia, żeby przetrwać świąteczne obżarstwo - życzę Wam ja :-)
"Uda Ci się!", "Dasz radę!", "Wierzę w Ciebie!"... Typowe okrzyki zagrzewające do "walki". "Wiem, że na pewno dobrze Ci poszło", czyli tekst po "walce". Skąd w ludziach tyle wiary w moje siły? Czemu ja tego tak nie odbieram? Dlaczego czuję, że poszło mi kiepsko, skoro wszyscy wokół wiedzą, że jest super? Czy to zwykły brak wiary w siebie?
Wczoraj na kursie mieliśmy pogadankę na temat dalszego trybu nauczania. W ramach rozmowy z panią koordynator ds. wiedzy (;-)) dowiadywaliśmy się jak wygląda schemat nauki, którym przyszło nam iść. Okazuje się, że szybsze przyswajanie wiedzy wcale nie jest takim rozsądnym pomysłem, gdyż właśnie w ten sposób przeszło mi koło nosa całkiem sporo pieniędzy... A wszystko przez to, że roczne kursy robię w kilka miesięcy.
Coś mi samotność nie służy, bo zaczynam rozmyślać nad sensem swojego dotychczasowego życia. Niestety takie rozmyślania w moim wydaniu zazwyczaj nie kończą się dobrze, a już jak dochodzą do tego czynniki zewnętrzne to strach się bać.
Jako, że od wczoraj jestem w Szwecji i od wczoraj jestem sama, to przyszedł najwyższy czas na marudzenie. Bo w końcu kiedy jak nie teraz?
A jednak nie mam kondycji. Zgubiłam ją gdzieś w ciągu ostatniego roku. Niby biegam codziennie po schodach na 3 piętro bez windy, niby mam te 10 minut spaceru do pociągu i potem jeszcze drugie tyle do szkoły, ale jakoś tak przepłynięcie kilku basenów mnie wykończyło. Moje ręce domagają się odpoczynku, moje nogi szczęśliwe leżą na łóżku i buntują się przeciw pójściu po herbatę, a moje plecy przy każdym ruchu wydają się płakać. Strach pomyśleć co będzie jutro ;-)
Wyjazd do domu rodzinnego może być świetnie spędzonym czasem. Może też być niezwykle męczący. A może łączyć obie te możliwości.
Każdy w życiu gra jakieś role. Taki prywatny teatr. Ostatnio zastanawiam się ile takich ról można grać jednocześnie, ile osób we mnie siedzi. Wyszło mi, że sporo, co oczywiście nie jest dziwne. Zastanawia mnie jednak na ile role te różnią się od siebie, na ile, będąc jednocześnie siostrą, córką i ciotką jestem w dalszym ciągu kurą domową, bezrobotną czy towarzyszką życia...?