<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"><channel><title>Z życia wzięte...</title><link>http://agnieszka.deontology.net/</link><description>Wpisy z dziennika internetowego Jogger, wspomaganego przez Jabbera</description><lastBuildDate>Sat, 19 May 2012 15:44:46 +0200</lastBuildDate><generator>JoggerPL</generator><item><title>Książkowe 6/52 Ferdynand Wspaniały</title><link>http://agnieszka.deontology.net/2012/05/13/ksiazkowe-6-52-ferdynand-wspanialy/</link><description>Może znowu niezbyt ambitnie, ale posiadanie dziecka upoważnia mnie do czytania również książek dla dzieci. Ludwik Jerzy Kern popełnił nie jeden fajny tekst o psach.

Ferdynand nie jest niczym niezwykłym w jego twórczości, choć czytałam go w całości po raz pierwszy. O czym jest książka? O psie, któremu śni się, że jest człowiekiem - chodzi na dwóch nogach, ubiera się po ludzku, mówi i robi rzeczy typowe dla ludzi. Jednocześnie nie pozwala zapomnieć, że jest psem i patrzy na świat oczami psa.
Choć to książka dla dzieci to także dorosły może czegoś się nauczyć czytając ją. Czego? To już należy sprawdzić samodzielnie... ;-)
</description><pubDate>Sun, 13 May 2012 13:09:19 +0200</pubDate><guid>http://agnieszka.deontology.net/2012/05/13/ksiazkowe-6-52-ferdynand-wspanialy/</guid><category>52</category><category>Książki</category><category>Ogólne</category></item><item><title>Cosiowe 3/52 TGI Friday's</title><link>http://agnieszka.deontology.net/2012/04/30/cosiowe-3-52-tgi-friday-s/</link><description>Może nie jest to najbardziej wyszukany COŚ jakiego mogłabym dokonać, jednak warto wspomnieć, aby nie popełnić już tego błędu.

Wczoraj wybraliśmy się do TGI Friday's w Sztokholmie na Birger Jarlsgatan. I to był pierwszy i ostatni raz gdy tam byliśmy. Jedzenie nie powala, obsługa tym bardziej, za to ceny jak wszędzie. Doświadczenie interesujące, a na pewno pouczające - tam już nie. Jeśli znajomy po czekaniu dostaje stek wysmażony na podeszwę, mimo zamawiania medium, i jeśli na następny czeka prawie pół godziny to coś jest nie tak. Mąż dostał malutko frytek do swojego jedzenia, a mój makaron był zdecydowanie odgrzewany. Wiem, że to sieć i czego się spodziewać, ale mimo wszystko za podobną cenę można zjeść dużo przyjemniejsze jedzenie w Hard Rock Cafe.
Może w innych lokalizacjach jest lepiej, tu już nie wrócę. Szkoda czasu i kasy.
</description><pubDate>Mon, 30 Apr 2012 13:27:35 +0200</pubDate><guid>http://agnieszka.deontology.net/2012/04/30/cosiowe-3-52-tgi-friday-s/</guid><category>52</category><category>COŚ</category><category>Ogólne</category></item><item><title>Książkowe 4/52 i 5/52 The Little Women and Good Wives</title><link>http://agnieszka.deontology.net/2012/04/30/ksiazkowe-4-52-i-5-52-the-little-women-and-good-wives/</link><description>Dziś dwa w jednym, bo niby jedna książka, ale dwie powieści. Louisa May Alcott, amerykańska pisarka z końca XIX wieku, pisząca powieści i opowiadania z życia, została poproszona o napisanie książki dla dorastających dziewczyn.

Już pachnie jak Ania z Zielonego Wzgórza, ale jednak nie do końca. Powieści Alcott są nieco inne, są bardziej realne, mniej w nich jest sielskości wsi i problemów jedynaczki-sieroty. Cykl o siostrach March, jak sama nazwa wskazuje, opisuje życie sióstr, czasy też nie są zabawne, gdyż całość zaczyna się w czasie Wojny Secesyjnej i trwa przez następnych kilka lat.
Co jest fajnego w tych powieściach? Życie i problemy młodych dziewczyn, język, jakim to jest spisane, romanse i psoty, problemy wielkie i malutkie, rady dla dorastających nastolatek i niezwykle życiowo podchodząca do życia matka. Cztery dziewczyny i jeden chłopak, choroby, śmierć, ale też radości i dużo miłości. Utożsamianie się z bohaterkami, w moim wypadku zwłaszcza z chłopczycą Jo i z delikatną Beth, oraz niechęć do rozpuszczonej Amy i ambiwalentne uczucia do chorągiewkowej Meg. I jedna, podstawowa myśl - kiedyś być taką matką jak Marmee March.
Zdecydowanie warto i to nie raz :-) (Dla leniwych jest fajna ekranizacja z Winoną Ryder w roli Jo).
</description><pubDate>Mon, 30 Apr 2012 13:18:52 +0200</pubDate><guid>http://agnieszka.deontology.net/2012/04/30/ksiazkowe-4-52-i-5-52-the-little-women-and-good-wives/</guid><category>52</category><category>Książki</category><category>Ogólne</category></item><item><title>Filmowe 3/52 The Great Gatzby (1974)</title><link>http://agnieszka.deontology.net/2012/04/30/filmowe-3-52-the-great-gatzby-1974/</link><description>Coś słabo mi idzie w tym roku. Koniec kwietnia a ja mam dopiero trzeci film! Za to seriali bez liku, ale o nich nie chce pisać. Wracając do tematu - Wielki Gatzby - film typu klasyka. Robert Redford, Mia Farrow, i tak dalej - same nazwiska krzyczą &quot;obejrzyj mnie!&quot;.
Obejrzałam, niezły, ale żeby powalił to nie powiem. Owszem, lubię Redforda, zwłaszcza młodego (a która kobieta nie lubi oglądać przystojnych facetów ;-)) ale Farrow mnie irytuje swym głosem. No i sama postać Daisy to ktoś kogo zdecydowanie bym unikała, jak można kochać kogoś takiego?
Ogólnie pokręcony świat amerykańskich lat 20'tych, prohibicja, imprezy, pieniądze, itd. Nie dla mnie. Fajnie popatrzeć, ale zamienić się bym nie chciała. Historia to równie pokręcony romans, akurat idealny na tamte czasy. A może właśnie nie romans? Może pokazanie tego, że tak właściwie miłości nie ma jako takiej, między kobietą a mężczyzną. Jest zauroczenie, są pieniądze, zdrady na porządku dziennym, ale miłość, taka prawdziwa? Czy Gatzby naprawdę kocha Daisy czy to co o niej pamięta? Ot, zagadka...
Tak czy inaczej warto :-)
</description><pubDate>Mon, 30 Apr 2012 13:08:15 +0200</pubDate><guid>http://agnieszka.deontology.net/2012/04/30/filmowe-3-52-the-great-gatzby-1974/</guid><category>52</category><category>Film</category><category>Ogólne</category></item><item><title>Książkowe 3/52: A. Behn &quot;Oroonoko&quot;</title><link>http://agnieszka.deontology.net/2012/02/28/ksiazkowe-3-52-a-behn-oroonoko/</link><description>Krótka książka, w sumie to może nawet nie do końca książka (biorąc pod uwagę ilość stron), ale w literaturze anglojęzycznej dosyć istotna.

Historia księcia z plemienia afrykańskiego, szykowanego na następcę tronu, który został zniewolony i wysłany do Surinamu jako niewolnik. Opowieść o wielkiej miłości, poświęceniu, walce, niesprawiedliwości i wielu innych aspektach życia w XVIII w.
Czemu to akurat? Bo tak mi na studiach kazano ;-) Sama z siebie pewnie bym nie przeczytała, ale całość ciekawa i warto spędzić te kilka chwil na zapoznanie się z ówczesnymi poglądami na niewolnictwo i życie niewolniczych &quot;wyższych sfer&quot;.
</description><pubDate>Tue, 28 Feb 2012 11:37:00 +0100</pubDate><guid>http://agnieszka.deontology.net/2012/02/28/ksiazkowe-3-52-a-behn-oroonoko/</guid><category>52</category><category>Książki</category><category>Ogólne</category></item><item><title>Cosiowe 2/52: Eksperyment</title><link>http://agnieszka.deontology.net/2012/02/20/cosiowe-2-52-eksperyment/</link><description>I trzeci zaległy wpis. Tym razem cosiowy, żeby było po równo.

Coś dotyczyło eksperymentu, w jakim wzięłam udział w połowie stycznia. Poniedziałkowym porankiem udałam się do Królewskiej Akademii Nauk (tam, gdzie ogłaszają Noble) aby wziąć udział w badaniach. Studenci i naukowcy prowadzą tam różnego rodzaju badania, z czego ja trafiłam na ekologiczno-ekonomiczne. Moim i moich współtowarzyszy zadaniem było wykorzystywanie źródeł zasobów w sposób jak najbardziej ekonomiczny. W sumie to była gra mająca na celu na pewno coś ważnego, dla nas istotne było że mieliśmy niezłą zabawę ustalając optymalną strategię walki o kasę, bo za każdy zebrany zasób dostawaliśmy żywą gotówkę. Mieliśmy do rozegrania parę rund a główną zasadą było zbieranie optymalne, bo jak się weźmie na raz za dużo to za mało potem odrośnie, a jeśli się weźmie za mało to i kasy będzie mniej. Tak czy inaczej zabawa była fajna, a przy okazji trochę grosza wpadło.
W razie czego zapewniłam panie prowadzące, że w przyszłości też chętnie się z nimi pobawię w eksperymenty i badania, zebrałam swoją kasę i wróciłam do rzeczywistości. To był całkiem udany, lekko nietypowy &quot;coś&quot; ;-)
</description><pubDate>Mon, 20 Feb 2012 20:19:58 +0100</pubDate><guid>http://agnieszka.deontology.net/2012/02/20/cosiowe-2-52-eksperyment/</guid><category>52</category><category>COŚ</category><category>Ogólne</category><category>Szwedzki świat</category></item><item><title>Książkowe 2/52: J. Piekara Ja, Inkwizytor. Bicz Boży</title><link>http://agnieszka.deontology.net/2012/02/20/ksiazkowe-2-52-j-piekara-ja-inkwizytor-bicz-bozy/</link><description>Trochę z opóźnieniem, ale zawsze ;-) Przeczytane jakieś 2 tygodnie temu czekało na chwilę gdy mi się przypomni, że zapomniałam opisać.

Książka fajna, bo cała seria fajna. Retrospekcja życia Inkwizytora Mordimera Madderdina, wg niektórych źródeł pierwsza książka, ale przecież czytałam wcześniejsze, więc co najwyżej pierwsza chronologicznie. Kocham Mordimera miłością platoniczną, jest wspaniale pewny siebie, ma niesamowite wstawki o swojej skromności i w ogóle cud miód malina :-) Dlatego też nie mogę nic złego napisać o książce, bo przecież opisuje życie mojego idola ;-)
A poważnie to książka fajna, lekka i przyjemna. I na pewno czyta się ją dużo szybciej gdy nie zapomina się jej zabrać ze sobą w podróż i gdy nie leży samotna miesiącami na półce, czekając aż sobie przypomnę, że zaczęłam ją we wrześniu... Ten brak czasu tak dolega, chciałoby się chociaż raz inaczej, że zacytuję Bajora z jego wspaniałej piosenki.
No dobra, to teraz czas zacząć oczekiwania na kolejne tomy Achai, Kłamcy i Wędrowycza. A w międzyczasie Szkarłatna litera do skończenia, 1984 do szybkiego przeczytania oraz Jane Eyre na już. A czasu wcale nie przybywa...
</description><pubDate>Mon, 20 Feb 2012 14:54:30 +0100</pubDate><guid>http://agnieszka.deontology.net/2012/02/20/ksiazkowe-2-52-j-piekara-ja-inkwizytor-bicz-bozy/</guid><category>52</category><category>Książki</category><category>Ogólne</category></item><item><title>FIlmowe 2/52: Män som hatar kvinnor 1&amp;2/6</title><link>http://agnieszka.deontology.net/2012/02/19/filmowe-2-52-m-n-som-hatar-kvinnor-12-6/</link><description>Czyli pierwsza część Trylogii Larssona, wersja telewizyjna szwedzkojęzyczna. Film nawet nawet, nie do końca trzyma się książki ale czego wymagać po ekranizacji.

Role obsadzone tak sobie, ale biorąc pod uwagę możliwości Szwedów i ich pokrętną miłość do Mikaela Nyqvista to i tak nie źle. Choć ja mimo wszystko poszukałabym innego aktora. Nyqvist kojarzy mi się tylko i wyłącznie z Bennym z Grabben i graven bredvid i nie wpływa to pozytywnie na wizerunek aktora jako osoby inteligentnej czy mądrej ;-) Ale Szwedzi go kochają i cóż poradzić...
Tak samo Noomi Rapace wydawała mi się zbyt zwyczajna i zdecydowanie za stara na tę rolę. Ale to może moje spaczone poglądy i zdecydowany przesyt &quot;dziwnością&quot; na ulicach. Ona zwyczajnie nie wygląda aż tak inaczej niż spora grupa młodzieży, którą można spotkać na ulicach codziennie. A to Szwecja, Panie...
Sam film, gdybym nie znała książki, pewnie by mi się bardziej podobał. A ta to czekałam tylko kiedy stanie się to czy tamto. Pewnie tak samo będzie z pozostałymi odcinkami wg pozostałych dwóch tomów. Ale może nie będzie źle. Ogólnie jak na kino szwedzkie to poziom utrzymany. Aktorzy typowi, historia w miarę wiernie oddana, krajobrazy jak zwykle piękne i rozpoznawalne dla mieszkańców. Zwłaszcza części kręcone w Sztokholmie wywoływały u mnie radość i uczucie zadomowienia. Bo przecież &quot;wczoraj tam byłam&quot; albo &quot;bez śniegu wygląda inaczej niż teraz&quot; czy też &quot;o, a to jest przejście koło Slussenu&quot; czy &quot;W tym miejscu nie ma takiego napisu, musieli dołożyć od siebie&quot;. Miłe akcenty lokalne :-)
Miłośnikom kryminałów i filmów sensacyjnych polecam, bo to dobry film. Fanom Szwecji też, bo tak. Natomiast miłośnikom szwedzkim samochodów nie polecam przyglądania się czym jeździ Blomkvist, bo to boli. A mogli wziąć Volvo albo Saabcia...
</description><pubDate>Sun, 19 Feb 2012 10:27:07 +0100</pubDate><guid>http://agnieszka.deontology.net/2012/02/19/filmowe-2-52-m-n-som-hatar-kvinnor-12-6/</guid><category>52</category><category>Film</category><category>Ogólne</category></item><item><title>Cosiowe 1/52: Muzeum Techniki w Sztokholmie</title><link>http://agnieszka.deontology.net/2012/01/25/cosiowe-1-52-muzeum-techniki-w-sztokholmie/</link><description>W weekend odwiedzili nas goście z Polski, co zaowocowało sobotnią wyprawą do muzeum. Wybór padł na Muzeum Techniki, bo warto, zwłaszcza z małym dzieckiem.

Jest to muzeum interaktywne, wiele z ekspozycji ma eksponaty nadające się do przesuwania, ruszania, kręcenia czy oglądania w formie filmów. Goście bawili się nieźle, zważywszy na ilość wystaw, chociaż trochę za późno się wybraliśmy i zabrakło na wszystko czasu. Córce najbardziej podobała się część o ekologii i prądzie, zwłaszcza wszelkiego rodzaju prądnice oraz wahadło Newtona. A i dorośli znaleźli conieco dla siebie. Szkoda, że wszystko jest po szwedzku, bo sporo czasu schodziło na tłumaczeniu co i jak. A można było zrobić tabliczki w dwóch językach i byłoby po problemie...
Niestety niezdążyliśmy iść na piętro, gdzie panowało światło i dźwięk, ale na pewno jeszcze nie raz się udamy tam żeby się Młoda wyszalała.
</description><pubDate>Wed, 25 Jan 2012 16:09:06 +0100</pubDate><guid>http://agnieszka.deontology.net/2012/01/25/cosiowe-1-52-muzeum-techniki-w-sztokholmie/</guid><category>52</category><category>COŚ</category><category>Ogólne</category></item><item><title>Filmowe 1/52: Harry Potter and the Deathly Hallows</title><link>http://agnieszka.deontology.net/2012/01/25/filmowe-1-52-harry-potter-and-the-deathly-hallows/</link><description>Zupełnie zapomniałam, że oprócz książek &quot;liczę&quot; również filmy i coś'ie :-) Już naprawiam swój zapominalski błąd (nie pierwszy z resztą w tym tygodniu). Na pierwszy ogień pójdzie znowu coś mało ambitnego, czyli Harry Potter. Ostatnia książka sfilmowana była jako dwa odcinki, ale sądzę że śmiało mogę uznać to za jeden film. W końcu to ta sama historia, tylko ciąg dalszy.

Każdy kto czytał książkę wie o co chodzi, jeśli ktoś nie czytał to albo może przeczytać albo sobie odpuścić. Faktem jest, że wielu wątków nie ma, kilka jest spłaszczonych a reszta jest ok - jak zawsze gdy chodzi o ekranizację książki. Co do treści to jest jak zwykle u Pottera: walka dobra ze złem, czary mary, przyjaźń, miłość, śmierć i odwaga - takie tam standardy. Co mi się podobało w filmie to wykonanie. Oczywiście, jak to zawsze w filmach kinowych, dźwięk tła był zbyt głośny w stosunku do dialogów, co nie zmienia faktu, że oglądało się przyjemnie. Film wydawał mi się mroczniejszy niż wszystkie dotychczasowe odcinki, ale też historia była już na tyle zaawansowana, że musieli podkreślić jakoś grozę sytuacji.
Fanom nie trzeba polecać, bo i tak obejrzą. Nie-fanom polecam zacząć od książki, a potem obejrzeć, bo film jest nieźle zrealizowany, choć to takie typowe hollywoodzkie kino.
</description><pubDate>Wed, 25 Jan 2012 15:50:12 +0100</pubDate><guid>http://agnieszka.deontology.net/2012/01/25/filmowe-1-52-harry-potter-and-the-deathly-hallows/</guid><category>52</category><category>Film</category><category>Ogólne</category></item><item><title>1/52 Monika Szwaja &quot;Nie dla mięczaków&quot;</title><link>http://agnieszka.deontology.net/2012/01/16/1-52-monika-szwaja-nie-dla-mieczakow/</link><description>Może niezbyt ambitnie zaczynam projekt, ale z uwagi na to ile innych mam pozaczynanych, to choć jedną chciałam skończyć w miarę szybko.
Ta jedna to właśnie Nie dla mięczaków Szwai. Krótka książeczka (93 strony) była dołączana jako prezent od EMPiKu w zeszłym roku przy zakupach powyżej iluśtam. Od tej pory leżała na półeczce i czekała na lepsze dni, które też właśnie nadeszły.
Co do samej treści to w sumie nic porywającego, ot romans i skomplikowane relacje rodzinne świeżo upieczonego rozwodnika i pani z muzeum. Może jeszcze nie Harlequin, ale nie dużo brakuje. Trochę wydawało mi się naciągane, za dużo na raz się dzieje i zbyt różnorodnie, no ale czasem życie bywa nieprzewidywalne.
Ogólnie fajne do poczytania w podróży, na szybko, jako lekkie czytadło, czym po prawdzie jest. Na pewno więcej niż raz nie przeczytam, a skoro było za darmo to i pieniędzy nie straciłam. Ot, było minęło.
</description><pubDate>Mon, 16 Jan 2012 21:22:40 +0100</pubDate><guid>http://agnieszka.deontology.net/2012/01/16/1-52-monika-szwaja-nie-dla-mieczakow/</guid><category>52</category><category>Ogólne</category><category>52/52 Szwaja</category></item><item><title>52/52</title><link>http://agnieszka.deontology.net/2011/12/07/52-52/</link><description>Stary projekt się skończył, czas na nowy ;-) Mam nadzieję, że tym razem pójdzie mi lepiej. &quot;Wymyśliłam&quot; (wzorując się na szwedzkim club52), że przez rok co tydzień będę czytać jedną książkę. Mam zamiar oczywiście je kończyć w ciągu tego tygodnia, ale jak to wyjdzie w rzeczywistości to zobaczymy. Tak czy inaczej, przez rok mam zamiar przeczytać 52 książki. Żeby nie było tak nudno, dorzucam jeszcze 52 filmy i 52 rzeczy do zrobienia. Czyli w sumie w jednym tygodniu robię trzy rzeczy - książka, film i coś. Czymś będzie nie wiem jeszcze co, może jakieś kulturalne wyjście, wizyta w restauracji, może spacer w fajnym miejscu albo wycieczka... coś co da się w jakiś sposób zrecenzować, opisać, pokazać. Po prostu coś.
I tutaj prośba do ewentualnych czytelników - poradźcie! Potrzebuję tytuły dobrych/fajnych/ciekawych/wartych przeczytania/obejrzenia książek i filmów (język polski i angielski dla książek, obojętny dla filmów, o ile są podpisy w jakimś sensownym języku) oraz sugestie cosiów. 
Liczę na Was!!! Projekt chcę zacząć początkiem stycznia, żeby mieć czas się przygotować teraz, zdobyć książki (jeśli są polskojęzyczne), itd. Tak więc jest jeszcze czas, ale niezbyt dużo. Pomożecie?
</description><pubDate>Wed, 07 Dec 2011 14:30:12 +0100</pubDate><guid>http://agnieszka.deontology.net/2011/12/07/52-52/</guid><category>52</category><category>COŚ</category><category>Film</category><category>Książki</category><category>Ogólne</category></item><item><title>101/1001 edycja pierwsza</title><link>http://agnieszka.deontology.net/2011/12/07/101-1001-edycja-pierwsza/</link><description>Przypadkiem odkryłam, że wczoraj skończył mi się czas. Minęło moje 1001 dni. Warto więc może podsumować, co udało mi się zrobić a czego nie... Muszę z ręką na sercu przyznać, że niedługo po stworzeniu listy, kompletnie o niej zapomniałam, więc właściwie to co udało mi się zrobić, zrobiłam przez przypadek. Przeglądając listę stwierdziłam jednak, że nie jest tragicznie. Owszem, gdybym pamiętała co chciałam, to pewnie by mi lepiej poszło, natomiast sporo rzeczy okazało się nieosiągalne z jednego prostego powodu. Nic nie jest już takie same jeśli robi się to z małym dzieckiem u boku. Odwiedzanie muzeów może jeszcze jakoś by poszło, ale wyprawa do opery z płaczącym szkrabem to już niestety inna historia. Tak czy inaczej - czas na podsumowanie. Będzie długo.
1. doprowadzić kogoś do łez ze szczęścia - udało się, gdy informowałam moich Rodziców o ciąży.
2. przeczytać całą książkę po szwedzku - udało się, musiałam to zrobić żeby zaliczyć kurs.
3. przegadać z kimś całą noc - o ile pamiętam to całej nocy niestety nie.4. obejrzeć film bollywood - jeśli Slumdog się liczy to zaliczone. 5. obejrzeć musical na Brodway - no niestety nawet się nie zbliżyłam... 6. iść na koncert jednego z moich ulubionych zagranicznych wykonawców - również nie
7. dokończyć doktorat - kolejne nie :-(
8. zdać egzamin na tłumacza z dowolnie wybranych języków - i znowu nie 9. kupić portfel lub torebkę Burberry - jeśli torebka na wózek się liczy to tak :-) 10. kupić coś zapierającego dech w piersiach - nawet nie wiem co to mogłoby być... więc chyba nie11. zjeść 5 kolacji z 5 nowymi osobami - jadłam sporo z różnymi osobami, więc chyba tak
12. przeczytać po jednej książce (opisującej życie mieszkańców, pamiętnik, autobiografię, itp.) z każdego kontynentu - z każdego kontynentu to niestety nie
13. zacząć regularnie uprawiać 1 sport - marzenia...
14. schudnąć do co najmniej 28 BMI - kolejne nierealne...
15. zjeść 10 potraw z całego świata przygotowanych przez nativów - jeśli liczą się potrawy w restauracjach to i owszem, mogłabym się doliczyć tylu.16. spędzić co najmniej po 3 dni w 5 stolicach świata - po 3 dni to nie, ale w 5 stolicach to by się mogło zgodzić.
17. wygrać coś - oczywiście, że nie.
18. rozwiązać samodzielnie całą krzyżówkę po szwedzku - tylko sudoku ;-)
19. raz w tygodniu chodzić na basen (i pływać przez co najmniej godzinę) - o czym ja myślałam tworząc tą listę??20. pojechać na spontaniczną wycieczkę zagranicę - zależy jak bardzo spontanicznie, ale chyba tak.
21. pić tylko wodę i zieloną herbatę przez 2 tygodnie - niestety nie, co więcej zaczęłam pić kawę.
22. spędzić Sylwestry w innym miejscu na świecie - udało się, choć niezamierzenie.
23. zrobić porządek w szafie z ubraniami (bez sentymentów) - prawie, wszystko poszło do piwnicy i nie ma kto przynieść ;-)
24. odłożyć wszystkie 1 koronówki przez rok i kupić coś szalonego za to - też nie wyszło, za bardzo siedzimy w długach na takie ekstrawagancje.
25. obciąć włosy na max 1,5 cm - a tu o dziwo się udało! I to nie raz :-)
26. znaleźć pracę, która będzie sprawiać mi satysfakcję - jeśli liczy się pomysł na własną firmę, to owszem
27. zdobyć zielona kartę w golfa - nawet się do kijów nie zbliżyłam przez ten czas.
28. popłynąć w rejs - kolejne marzenie...
29. raz w miesiącu iść na darmowy pokaz, do muzeum lub galerii - z płaczącym dzieckiem na ręku? nie bardzo...
30. zaskoczyć samą siebie - codziennie i nieodmiennie ;-)31. pójść na kurs gotowania - jakoś nie było kiedy.
32. mieć dziecko - to się udało od razu ;-)
33. sprawić komuś niespodziankę - zaliczone
34. zdobyć reprodukcję „Czwórki” Chełmońskiego i powiesić na ścianie - niestety nie
35. zdobyć reprodukcję „Wigilii na Syberii” Malczewskiego i powiesić na ścianie - również nie
36. mieć ściany żeby powiesić powyższe obrazy - ściany są, tylko nie da się na nich obrazów powiesić.
37. przez miesiąc nie zabić żadnej istoty - ach te komary i pająki!
38. wymyślić co chcę robić w życiu - nadal brak pomysłu
39. nauczyć się tańczyć - jeśli jeden taniec wystarczy to owszem ;-)
40. przeczytać twórczość jednego z noblistów z czasu trwania projektu - nie
41. obejrzeć wszystkie filmy nominowane do Oscara w danym roku - nie, ale wpadłam w ciąg seriali i całkiem nieźle sobie radzę z niektórymi ;-)
42. wykończyć mieszkanie - mieszkanie szybciej wykończy mnie... albo moje dziecko...
43. przenocować co najmniej 5 couchsurferów - kto by przyjeżdżał do małego dziecka?
44. zacząć kolejne studia - i to nie jedne ;-)
45. nauczyć się robić na szydełku lub drutach - brak cierpliwości i nauczyciela
46. złożyć hołd 10 osób, które miały wpływ na losy świata w miejscach ich spoczynku - niestety nie
47. odwiedzić 7 cudnych miejsc na świecie - cudne miejsca odwiedzone choć są one cudne w mojej opinii. 48. odwiedzić miejsca kultu/świątynie wielkich religii - może kiedy indziej
49. wziąć udział w obchodach najważniejszych świąt wielkich religii - i znowu nie bardzo
50. spróbować miejscowego alkoholu w każdym miejscu jakie odwiedzę - to niestety się udawało, choć nie w czasie ciąży
51. spróbować miejscowej potrawy w każdym miejscu jakie odwiedzę - to też jak najbardziej zaliczone
52. zebrać duże plony pomidorowe i truskawkowe - kiepski balkon mam i słabo rosną :-(
53. przez 2 tygodnie chodzić powyżej 10 tys. kroków - nie wiem czy jednym ciągiem były dwa tygodnie, ale przez 5 miesięcy było 8 kilometrów dziennie z wózkiem do i z przedszkola ;-)
54. kupić pomarańczowy palec w Holandii - byłam w Holandii, ale palca nie kupiłam (tandetne były)
55. kupić buty/trzewiki - też nie
56. kupić matę masującą - czy prezent Gwiazdkowy się liczy?57. zacząć się uczyć języka migowego - nie dało się, bo za słabo znam szwedzki
58. odwiedzić 15 muzeów w Sztokholmie - chyba na siusiu... :-(
59. przez jeden tydzień być Yes Woman - nie, ale być No Woman przez 1001 dni jak najbardziej ;-(
60. zapisać się do dawców szpiku - lada dzień, bo podnieśli limit wieku i zaczęłam się kwalifikować!
61. przez miesiąc codziennie rano uśmiechać się do siebie w lustrze - zdefiniuj rano...
62. pojechać do Laponii i obejrzeć Zorzę Polarną - nie, choć tak blisko mamy
63. nauczyć się 5 nowych rzeczy - na pewno zaliczone64. przeczytać i ocenić 101 książek - nie :-(
65. kupić błękitną jedwabną koszulę do wiązania w pasie - nie robią chyba w tak wielkich rozmiarach ;-(
66. zdobyć 5 nowych kubków Starbucksa - YES!
67. zaadoptować (choćby tylko wirtualnie) kota - wirtualnie przez chwilę tak, potem na szczęście znalazł dom
68. pojechać na arabski targ i wytargować dobrą cenę - nie byłam nawet blisko
69. kupić City Notebook i wypełnić go (dowolne miasto) - też nie
70. spróbować 20 nowych smaków herbaty - nawet większej ilości71. obejrzeć 5 oper lub operetek - nie72. nauczyć się obsługi jednego przydatnego programu komputerowego - nawet kilku
73. nauczyć się kaligrafii chińskiej lub japońskiej - niepotrzebne
74. nauczyć się zaparzać herbatę po japońsku - niestety
75. nauczyć się zaparzać kawę po arabsku (w tygielku) - również nie
76. przynajmniej 2 razy w miesiącu iść na spacer z aparatem i uwiecznić otaczający mnie świat - iść szłam, ale bez aparatu za to z wózkiem, i nie 2 razy w miesiącu, ale codziennie77. przeczytać i zrozumieć przynajmniej jeden artykuł dziennie w obcym języku (nie będę wklejać tytułów czy tematów, bo wyszła by z tego całkiem niezła bibliografia) - chyba tak, bo sporo czytam do szkoły i z lokalnej prasy
78. zafundować głodnemu posiłek - jakoś wszyscy chcą pieniądze a nie jedzenie79. spędzić jedno przed/popołudnie z książką w parku - jeśli trawnik przed domem się liczy i zamiast książki papierowej, Kindle - to tak80. obejrzeć po 5 filmów z najlepszych filmów z każdej dekady (wg imdb) (50 filmów) - nawet nie byłam blisko81. nauczyć (skutecznie!) kogoś czegoś pożytecznego - codziennie uczę czegoś moją córkę82. przeżyć tydzień bez narzekania i marudzenia - taaaa...
83. zrobić listę 20 rzeczy, które sprawiają, że jestem szczęśliwa i zrobić je - nie wiem czy uzbierałoby się 20 rzeczy
84. być wegetarianką przez tydzień - bez mięsa się nie da :-(
85. przekonać kogoś żeby zamiast prezentu dla mnie przekazał tę kwotę na cel dobroczynny (kupić kurę czy kozę dla afrykańczyków, itp.) - nie przekonałam nikogo, ale sama daję kasę na KIVA
86. skatalogować domową bibliotekę - nie ma szans, coraz więcej książek i coraz mniej czasu...
87. stworzyć ekslibrys i podpisać każdą książkę - również nie
88. obejrzeć 5 przedstawień w czasie letnich przedstawień teatralnych w parkach - i znowu porażka
89. odwiedzić Prowansję jesienią - niestety nie
90. poradzić się wizażysty - jedna fryzjerka mi radziła, ale nie wiem czy to się liczy ;-)
91. iść do wróżki/tarocisty - brakło czasu i pieniędzy 92. zabrać bratanka na całodniową wycieczkę w ciekawe miejsce - Amsterdam się liczy?
93. skończyć ciekawy, ale do niczego mi nie potrzebny kurs - całe mnóstwo!
94. codziennie przypominać najbliższym, że są dla mnie najważniejsi. to zadanie nie stanowi dla mnie wyzwania, bo i tak ciągle im mówię, że ich kocham, więc postanowiłam je zmienić na inne. - i nie zmieniłam, ale codziennie i tak im powtarzam.
95. obejrzeć pokaz tańca irlandzkiego - nie wyszło
96. nie kupić żadnej książki przez miesiąc - w sumie głupi pomysł ;-)
97. zapisać co najmniej 101 przepisów na blogu kulinarnym - ani jednego :-(
98. kupić sobie kapelusz i go nosić - zrobione :-) choć teraz trochę na niego za zimno ;-)
99. znaleźć sobie hobby - brak czasu na hobby
100. przynajmniej raz w tygodniu ugotować lub upiec coś nowego - i zabrać radość gotowania mężowi? o nie... ;-)
101. wymyślić listę 101 na następne 1001 dni - w trakcie realizacji ;-)
I tak oto dobrnęłam do końca. Udało się zrobić sporo (33 jeśli się nie pomyliłam), nie udało się jeszcze więcej. W sumie chyba nie wyszło najgorzej? Jak na zapomniany projekt to chyba całkiem ok. No i niektóre rzeczy zrobiłam w jakimś stopniu, choć nie całkiem...
No może faktycznie nie wyszło najlepiej. Następnym razem może wyjdzie inaczej.
</description><pubDate>Wed, 07 Dec 2011 13:48:01 +0100</pubDate><guid>http://agnieszka.deontology.net/2011/12/07/101-1001-edycja-pierwsza/</guid><category>101/1001</category><category>Ogólne</category><category>Przemyślenia</category></item><item><title>Kolejne pół roku przerwy</title><link>http://agnieszka.deontology.net/2011/08/10/kolejne-pol-roku-przerwy/</link><description>Sama już nie wiem czy powinnam trzymać tego bloga czy go wywalić. Raz na ruski rok przypomina mi się, że go mam i że od biedy mogę się tu powyżalać czy pochwalić. Tylko czy mi się chce?
Przez ostatnie pół roku zmeniło się znowu mnóstwo, choć widać to tylko z perspektywy. Ślub, zmiana nazwiska i dokumentów, powrót na swoje śmieci, które nie wydają się już takie straszne jak przed wyjazdem. Młoda przedszkoluje i wygląda, że jej się tam podoba. Nawet mimo braku mamy przy boku.
Z pięknego i gorącego lata zrobiła się szybciutko jesień, a co za tym idzie kończą się wakacje i robi się tłoczno w mieście. Ludzie wracają z działek, dzieciaki idą do pracy, a remonty ulic trwają.
Pracy dalej brak, studia męczą i wymagają, a tu następne kursy się zaczynają za kilka tygodni i od nowa trzeba będzie coś wymyślać. Pod koniec miesiąca wyprawa do Londynu na egzaminy i zobaczymy co dalej. Powoli zaczynamy się rozglądać za następnym miejscem na ziemi. Zostało nam niecałe 1,5 roku na decyzję a świat jest taki duży i kusi... Nie będzie łatwo, zważywszy ile czynników musimy brać pod uwagę.
Ale damy radę, bo jak nie my to kto? :-)
</description><pubDate>Wed, 10 Aug 2011 13:36:02 +0200</pubDate><guid>http://agnieszka.deontology.net/2011/08/10/kolejne-pol-roku-przerwy/</guid><category>Ogólne</category><category>Przemyślenia</category></item><item><title>Hasło</title><link>http://agnieszka.deontology.net/2011/01/21/haslo/</link><description>Przypomniałam sobie hasło do &quot;blogaska&quot;, więc zaznaczę swoją obecność, dopóki je pamiętam. Tyle się zmieniło od ostatniego wpisu, a jeszcze więcej od przedostatniego, że nie ogarniam nawet sama tego wszystkiego.
Za tydzień wyjeżdżamy z Holandii. Wracamy do Polski na chwilkę a potem do domku, do Szwecji. Wbrew pozorom tęsknię. Stęskniłam się za zimnem, śniegiem, pogodą, za drzewami dookoła i za całą tą przyrodą. Stęskniłam się za Gamla Stan, za metrem, za ludźmi, których od biedy mogłabym uznać za bliskich. Za własnym mieszkankiem, łóżkiem, głośnymi sąsiadami. Za pocztą na moje nazwisko, za językiem, który w miarę już rozumiem. Za cenami, które odstraszają trzycyfrowością, za całym &quot;ta det lugn&quot;. Mam już dość Holendrów, którym na niczym nie zależy, którzy na wszystko mają czas i mają gdzieś że inni tego czasu nie mają. Mam dość słodkich słodyczy i ogólnie słodkości. Czas na zmianę. Czas na powrót do domku. Czas najwyższy. Ale pewnie gdy następnym razem będziemy mieli możliwość pomieszkać gdzieś indziej przez jakiś czas, to z tego skorzystamy. Bo fajnie jest poznawać nowe miejsca i dowiadywać się gdzie nie chcemy mieszkać na stałe ;-)
</description><pubDate>Fri, 21 Jan 2011 23:06:18 +0100</pubDate><guid>http://agnieszka.deontology.net/2011/01/21/haslo/</guid><category>Ogólne</category><category>Przemyślenia</category></item><item><title>Rok</title><link>http://agnieszka.deontology.net/2010/12/03/rok/</link><description>Minął rok, odkąd na świecie pojawiła się mała istotka, zwana Małą Mi. Czy to był dobry rok, czy zły, to zależy dla kogo. Dla mnie był pouczający. Nigdy wcześniej nie miałam okazji dowiedzenia się tylu rzeczy o ludziach mnie otaczających, ale szczególnie o sobie. Nie wiem czy doroslam, czy wręcz przeciwnie - zdziecinniałam, ale świat nie jest już taki jak był. I może to dobrze, bo chociaż coś się zmienia i nie tkwię ciągle w tym samym miejscu. Jednak w dalszym ciągu, na pytanie co w życiu osiagnęłam odpowiedź brzmi - nic. Może za rok odpowiedź się zmieni, ale chwilowo jest jak jest.
</description><pubDate>Fri, 03 Dec 2010 01:03:04 +0100</pubDate><guid>http://agnieszka.deontology.net/2010/12/03/rok/</guid><category>Mały Ktoś</category><category>Ogólne</category><category>Przemyślenia</category></item><item><title>bez-tytulu</title><link>http://agnieszka.deontology.net/2010/04/20/bez-tytulu/</link><description>Czasem w życiu zdarza się, że człowiek ma gorszy czy lepszy czas. Dla mnie właśnie nastał ten gorszy.
Mam nadzieję, że to kwestia tylko kilku dni, bo jeśli to potrwa dłużej to nie wiem co zrobię. Mam już serdecznie dość wszystkiego dookoła. Mam dość tego, że na nic nie mam czasu, że ciągle coś mi zostaje w tyle, że ciągle mam jakąś zaległą rzecz do zrobienia i nie mam zwyczajnie kiedy. I ta rzecz się ciągnie i ciągnie i nawet jeśli ją zrobię w pewnym momencie, to kosztem następnej rzeczy. I w efekcie nic nie jest zrobione.

Sama już nie wiem jak sobie dać z tym wszystkim radę. Dziecko, szkoła, dom... wszystko powoli traci. I ja tracę. Tracę serce do tego wszystkiego. Zachowuję się automatycznie, nie pamiętam co mówiłam czy robiłam... To wszystko miało minąć gdy się wyśpię. Pierwsze 3 miesiące będą najgorsze... to już 4,5 miesiąca i wcale nie jest łatwiej. Owszem, śpię dłużej o te parę chwil, w sensie nie budzę się w nocy co parę minut tylko przesypiam prawie całą. Co z tego, jeśli muszę oprócz tego zrobić 5 miliardów innych rzeczy? Nie jestem w stanie dać sobie sama rady. Po rozmowie z Mamą wiem, że idę dokładnie jej śladami. Pewnie mnie też za 2-3 lata spytają czemu jednak nie skończyłam studiów. Przecież mam cudownego faceta, który mi pomaga jak może, spokojne dziecko, które nie wymaga i rodziców, którzy na zawołanie przylecą się wszystkim zająć? Podobno tak właśnie to wygląda z zewnątrz. Szkoda, że nikt nie zagląda do środka.
Z góry &quot;dziękuję&quot; za komentarze typu &quot;w czasie pisania tej notki mogłaś zrobić kilka rzeczy z listy, które zrobić musisz&quot;. Możecie sobie darować to. Nic nie zrobię w tym czasie, bo jest to jedyna chwila w czasie całego dnia, kiedy spokojnie mogę usiąść i coś zjeść, drugą ręką klikając w klawiaturę. Przy czym jedzenie w tym wypadku jest to zrobienie sobie dietetycznego koktajlu z proszku, bo przecież po ciąży trzeba schudnąć...
I to właśnie był cały mój czas wolny na dziś. Chyba jednak nie chcę już więcej dzieci.
</description><pubDate>Tue, 20 Apr 2010 16:20:10 +0200</pubDate><guid>http://agnieszka.deontology.net/2010/04/20/bez-tytulu/</guid><category>Ogólne</category><category>Przemyślenia</category></item><item><title>Ślub</title><link>http://agnieszka.deontology.net/2010/01/23/slub-1/</link><description>Właśnie trwa ślub. Nie, nie mój. Ale osoby, która jest dla mnie dosyć ważna - mojej przyjaciółki z lat młodości, dziewczyny, którą znam od (nie przymierzając) prawie 25 lat! I mnie na tym ślubie nie ma, mimo że byliśmy zaproszeni. Nie udało się.
Biurokracja szwedzka nas pokonała - ciągle jeszcze moje dziecko nie ma imienia, więc nie może mieć wyrbionego paszportu. Wszystko to trwa tak długo, bo sami nie mamy ślubu. Żyjemy w oficjalnym konkubinacie, co nie oznacza jednak, że Mój Mężczyzna jest od razu Ojcem, a co za to idzie dziecko nie dostaje automatycznie jego nazwiska. Od prawie 2 miesięcy załatwiamy formalności i jak do tej pory udało nam się jedynie potwierdzić ojcostwo i ustalić wspólne prawa opieki nad Maleńką. Na imię jeszcze przyjdzie jej poczekać... oby się udało przed Wielkanocą :-)

Ale miało być o ślubie a nie o problemach administracyjnych. Tak więc ślub trwa. Nie wiem na jakim jest etapie, ale pewnie już jest po, bo miał się zacząć o 17 a jako, że to cywilny to krótka piłka. Jednak jak by nie patrzeć jest to ważne wydarzenie i chciałam na nim być. Chciałam brać udział w jej życiu gdy tak bardzo zmienia się jej życie (choć z drugiej strony to mieszkają ze sobą od dawna już i właściwie to czysta formalność z tym ślubem). Tak czy inaczej żałuję, że nas tam nie ma.
Kiedyś wydawało mi się, że nie ma takiej siły, która by mnie powstrzymała przed pojechaniem na takie wydarzenie. Okazuje się jednak, że nie zawsze i nie wszystko się w życiu układa tak jak bym chciała. Trochę jest mi przykro, że to wypadło akurat teraz, ale nie miałam za wielkiego wpływu na to wszystko. Mam tylko nadzieję, że następnym razem dam radę się załapać na ważne wydarzenia, bo jak do tej pory wszystko mnie omija... wszystkie ważne śluby... widać takie jest życie człowieka na emigracji...
I jak tu zrobic ślub w miejscu gdzie się mieszka, skoro nikt nie przyjedzie i tak... :-(
</description><pubDate>Sat, 23 Jan 2010 17:29:06 +0100</pubDate><guid>http://agnieszka.deontology.net/2010/01/23/slub-1/</guid><category>Ogólne</category><category>Szwedzki świat</category><category>Z życia wzięte</category></item><item><title>Ogólnie</title><link>http://agnieszka.deontology.net/2010/01/07/ogolnie-1/</link><description>Ogólnie to nie mam na nic czasu.
Właśnie przed chwilą udało mi się uśpić dziecko, które wyjątkowo dziś śpi cały dzień i spało całą noc. Ogólnie to nie mam siły już na nic, ale przecież idzie ku lepszemu. Ogólnie to co chwilę się dołuję różnymi pierdołami, na które często nie mam wpływu, lub co gorsza które sobie wmawiam. Ogólnie to mam wrażenie, że coś mnie omija i nie wiem co. Ogólnie chciałabym zrobić coś więcej niż robię teraz, tzn. zrobić coś produktywnego, ale jestem zbyt wykończona i mam za mało czasu żeby pomyśleć nawet co to miałoby być. Ogólnie czas najwyższy zabrać się do nauki, bo za tydzień egzamin i cienko to widzę, a nawet nie wymyśliłam jeszcze pytań do pracodomowego interview na poniedziałek. Ogólnie ręce mi opadają gdy patrzę jak marnuję swój czas i swoje życie, ciągle mając wrażenie, że na wszystko jest już za późno i że nie ma sensu czegoś teraz zaczynać. Ogólnie to mam trochę dość i zdecydowanie marudzę. Ogólnie powinnam odpocząć.
</description><pubDate>Thu, 07 Jan 2010 16:38:27 +0100</pubDate><guid>http://agnieszka.deontology.net/2010/01/07/ogolnie-1/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Trzeci tydzień</title><link>http://agnieszka.deontology.net/2009/12/21/trzeci-tydzien/</link><description>Już tyle czasu jest z nami nasza mała córeczka, a ja nawet słowem o tym nie wspomniałam. Owszem, jest wpis na drugim blogu - tym o ciąży, ale może warto pochwalić się światu również tutaj ;-)
Michalina Konstancja urodziła się 3 grudnia o godzinie 12:30 i jak do tej pory króluje nieprzerwanie w naszym domu i w sercach. I pewnie jej tak zostanie, bo jest najpiękniejszym i najkochańszym i najcudowniejszym Małym Człowiekiem na świecie :-) I mam pełną świadomość, że każdy rodzic tak myśli o swoim potomstwu, ale w naszym wypadku to jest prawda obiektywna i tego trzymać się będę ;-) Opisywać porodu nie mam zamiaru, bo już to zrobiłam, zainteresowani znajdą lub dopytają. Mogę natomiast napisać, że dziecko to nie jest łatwa sprawa... Wydawało by się, że taki Mały Ktoś to niewiele robi, a jednak potrafi zdezorganizować całe życie. Na pewno jej to wybaczę z czasem, ale na razie to marzę o tym aby się wyspać i przestać martwić w nocy tym, że nagle przestanie oddychać albo się zachłyśnie i jej nie pomogę... I o wielu innych rzeczach marzę i są to marzenia zupełnie inne niż te rok temu. Jak to jeden Mały Ktoś może zmienić świat...
</description><pubDate>Mon, 21 Dec 2009 17:06:29 +0100</pubDate><guid>http://agnieszka.deontology.net/2009/12/21/trzeci-tydzien/</guid><category>Mały Ktoś</category><category>Ogólne</category><category>Przemyślenia</category><category>Z życia wzięte</category></item></channel></rss>
